|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Sue Ryder
czwartek, 07 października 2010
Pięknie namalowane anioły przyszły do naszego domu wraz z Siostrą Małgorzatą. Przyszły i mam nadzieję, że zostały, bo dzieciom takim jak Precel obecność Anioła Stróża wydaje się nieodzowna. Myślałam, że i ja po części jestem takim Stróżem, ale nie. Nie usłyszałam gdy wczoraj w sklepie respirator Precla zrobił ciche "pi" i się wyłączył. Nie spojrzałam na tyle wcześnie by się zorientować co się stało. A gdy ujrzałam go sinego, z białkami wywróconymi do góry -spanikowałam. I przez pierwsze, te najważniejsze chwile nie wiedziałam co zrobić, poza jednym - wołałam Ojca, kręcącego się po sąsiedniej alejce supermarketu. Dopiero on wykrył przyczynę utraty nieprzytomności - milczący, ociemniały respirator. W niecałe dziesięć sekund - nasz nieodzowny Anioł Stróż w postaci worka ambu przywrócił Szymonowi oddech. Po drodze do domu, respirator zamilkł bez ostrzeżenia jeszcze dwa razy. Panowie z Sue Ryder gnali z Bydgoszczy zapasowym sprzętem na złamanie karku lądując u nas w mieszkaniu grubo po 1:30 w nocy. Precel doszedł do siebie bardzo szybko i wygląda na to, że niedotlenienie nie przyniosło większych szkód. Znów posiadamy sprawny sprzęt - więc teoretycznie w ciągu niecałej doby wrócilismy do wyważonego, spokojnego stanu początkowego z wczorajszego poranka. Ale czy na pewno? Przecież przez utratę zimnej krwi o mało co nie przeniosłam Precla na tamten świat... gdyby nie było niedaleko Ojca... gdyby...
czwartek, 07 stycznia 2010
Wczoraj, trochę pocztą pantoflową (inni rodzice), a trochę oficjalną (telefon z naszego hospicjum) dowiedzieliśmy się, że NFZ w ramach kontrolowania na co idą pieniądze z programu Wentylacji Domowej może zażyczyć sobie odwiedzin w domu pacjenta. Czyli dosłownie w naszym. I to całkiem niedługo. No i że na tę wizytę mamy być czujni, zwarci i gotowi. Rozumiem potrzebę sprawdzenia zasadności oraz sposobu wydawania pieniędzy przez Dom Sue Ryder, który się opiekuje Szymonem, ale wizja odpytania nas przez Urzędnika Funduszu "na okoliczność" i przegrzebania naszych szuflad w poszukiwaniu dostarczanego sprzętu nieco mnie zestresowała i od razu nastawiła na "nie". Bo jak stwierdzą, że za dobrze mamy to co, może obetną kasę na wentylację domową? (I będzie nasza wina) Albo gdy zeznamy coś co się Urzędnikowi nie spodoba i obetną kasę na wentylację domową? Albo wzbudzimy czystą ludzką antypatię, to też wyniki kontroli mogą być zniekształcone. A program Wentylacji Domowej kochamy i szanujemy (i oby był finansowany przez Państwo jak najdłużej) Już nie mówiąc o prostym buncie, że tu Fundusz, zimą może jakiegoś (tfu) dosłownie zasmarkanego kontrolera przysłać, podczas gdy my nawet najbardziej ukochanym znajomym, gdy pchają się zaziębieni mówimy stanowcze "nie" (choć teraz to już sobie sami nawyk wyrobili). Dziś Pani Ewa z Sue Ryder mnie uspokoiła - od naszej dobrej woli zależy, czy zezwolimy na taką wizytę czy nie. A jeśli nawet pozwolimy to żadnego grzebania po szufladach nie będzie. Warto to chyba wiedzieć, zwłaszcza, że kontrole NFZ zalewają nasz kraj jak długi i szeroki.
czwartek, 19 lutego 2009
Nie pisałam o tym, ale ostatnio nasz respiratorek miał w zwyczaju niespodziewanie robić cichutkie piii i samoczynnie się wyłączać. To raczej nie wywoływało naszego entuzjazmu -a nuż będziemy w drugim pokoju, sprzęt się wyłączy a my nie usłyszymy tego piii, albo przestanie pracować w nocy? Ponieważ robił nam te numery coraz częściej, a wskaźnik naładowania baterii przestał spełniać swoją funkcję i stał się tylko znakiem graficznym na wyświetlaczu, we wtorek powiadomiłam nasze hospicjum, że sypie nam się sprzęt.
Reakcja była błyskawiczna i dziś w południe zawitał do nas Pan Doktor W. z Dom Sue Ryder (to pod opieką tego hospicjum znajduje się Precel) z nowiutkim, błyszczącym respiratorem.
Chyba szóstym z kolei. To tylko dowód na to, że nawet i maszyny, które powinny być niezawodne się psują. I dlatego tak ważny jest czynnik ludzki - zrozumenie problemu i szybka reakcja w celu jego likwidacji. |