|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Berlin
niedziela, 13 maja 2012
Po tym jak nam po zrobieniu kilkunastu kilometrów padły nam nogi, w czwartek postanowiliśmy skorzystać z transportu publicznego by pojechać do Tiergarten do ZOO. ZOO jak ZOO, natomiast przy okazji chciałam poczynić dygresję na temat barier w Berlinie (i generalnie w tych częściach Niemiec, które nam udało się zobaczyć). To nie jest tak, że Niemcy są rajem dla osób niepełnosprawnych (serdecznie pozdrawiam berlińskie chodniki i kilka niedziałających wind w metrze). Ale lata miną, zanim osiągniemy stan, którego udało nam się doświadczyć. Po pierwsze, każdy obiekt jest oznakowany czy jest dostępny dla osoby niepełnosprawnej: od toalety na autostradzie począwszy, poprzez stacje u-bahn (metro) a na muzeach skończywszy. Nie trzeba właściwie nigdzie wydzwaniać, aby się dowiedzieć czy wjedziemy z Preclem czy nie. Od tego były strony internetowe, ulotki, mapy z odpowiednimi oznaczeniami. Po drugie - transport. Pan Kierowca autobusu nie robił łaski opuszczając na KAŻDYM przystanku autobus do wysokości chodnika. Pan Motorniczy w tramwaju również (choć na drugi dzień po powrocie do Warszawy Ojciec doznał pozytywnego szoku, gdy zdarzyło mu się to w tramwaju nr 24). Mówię to dlatego, że do granicznej frustracji doprowadza mnie zerowa efektywność guzika dla ON naciskanego w warszawskich autobusach. My naciskamy, Pan kierowca udaje że nie widzi że nacisnęlismy, ludzie krzyczą, żeby opuścić platformę, Pan kierowca nie słyszy a efektem jest wynoszenie przez nas wózka z Preclem na własnych barkach. Widoku przystanków i stacji kolejowych, w których przerwa między pojazdem a peronem była co najwyżej 5 cm nie doświadczymy chyba nigdy. Niemcy nie byli wylewni, ale za to pomocni i uprzejmi. Do Pergamonu zostałam wprowadzona obok długaśnej kolejki przez Pana Strażnika, który następnie sam zamówił nam bilety w kasie uwzględniając ulgę na Precla. Gdy trafiliśmy do zawieszonej linii metra, zaraz znalazł się pracownik mówiący po angielsku, który nas pokierował do autobusu. W czwartek wieczorem spotkaliśmy się z Antkową Rodziną. Obaj Panowie ponownie zdobyli Bramę Branderburską, Sony Center oraz Mur Berliński.
Pod Sony Center Maksiuta z Szymonem zobaczyli wejście do Muzeum Lego i nie było rady. Następnego dnia poszliśmy do berlinskiego Legolandu. Dla nas, dorosłych rozrywka była średnia na jeża, ale chłopaki wsiąkły dokumentnie na prawie cztery godziny. Mogliśmy obejrzeć jak się produkuje klocki:
Panowie składali, budowali i łączyli ile się dało:
no a Precel niemal oniemiał ze szczęścia:
Reasumując - chcecie zrobić dziecku frajdę? Niestety trzeba wydać kilkanaście EURO na wstęp do Lego Discovery Centre. Warto poszukać promocji albo kupić wcześniej bilety przez internet. Wtedy jest sporo taniej. Następnego dnia pożegnaliśmy Berlin i w strugach deszczu pomknęliśmy do Kolonii. Ale to już zupełnie inna historia.
piątek, 11 maja 2012
Muszę przyznać, że ta podróż była niezwykła pod paroma względami. Po pierwsze po drodze odwiedziliśmy tych kogo się dało odwiedzić (no może poza Frankiem, choć do niego brakowało 50 km). Po drugie była to nasza pierwsza, wspólna (tzn w czwórkę) podróż za granicę. Do tej pory jeździliśmy w różnych konfiguracjach. A Precel jeździł wyłącznie po Polsce. Po trzecie podróż trwała dłużej niż na początku zamierzaliśmy, gdyż gdzieś w okolicach marca, dostaliśmy zaproszenie od Asi i Martina do Kolonii, połączone z ofertą oddania Preclowi używanego przez ich córkę Lucy wózka elektrycznego. A zatem relacja z tych dziesięciu dni będzie pewnie długa, choć mam nadzieję, że nie przynudna (jak będzie to mi to napiszcie w komentarzach). W sumie ten wpis powinien nazywać się "Berlin z respiratorem", no bo przecież podróżowaliśmy z respiratorem, który tak jak nasz samochodzik spisał się bez zarzutu. Zanim jednak dotarliśmy do Berlina po drodze odwiedziliśmy Adę i jej rodziców. Przy okazji zobaczyliśmy największy kosz wiklinowy świata. Po niewielkim odpoczynku oraz obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę. Precel, mimo, że z wrażenia tego dnia wstał już o drugiej nad ranem w samochodzie spisywał się na medal. W czasie 8 godzinnej podróży ani razu nie musiałam go odsysać. Oddech idealny. Uśmiech od ucha do ucha. Po prostu nic tylko jechać. Aby się nie męczyć w przyciasnym hotelowym pokoju oraz zapewnić Preclowi stołówkę wynajęliśmy w cenie noclegu w hotelu niewielkie mieszkanie w centrum Berlina wprost naprzeciwko jak to mówi Precel "Arrrr*" czyli Museum fur Naturkunde (czyli po naszemu Muzeum Historii Naturalnej). Następnego dnia z rana oczywiście musieliśmy tam powędrować. Chłopaki od razu wsiąkli w Dinozaury.
W wędrówkach po tym oraz innych muzeach pomagały nam niewielkie tłumacze elektroniczne, które o dziwo miały również tłumaczenie w języku polskim. Precel słuchał wszystkiego bardzo uważnie.
Założyliśmy sobie z Ojcem, że po atrakcjach Berlina będziemy chodzić na piechotę. I nawet nam się to udawało przez pierwsze trzy dni. W tym czasie zobaczyliśmy: Bundestag, Bramę Branderburską, Wyspę Muzeów (z obowiązkowym wejściem do Pergamonu oraz Neues Muzeum).
W Neues Muzeum zupełnie przypadkowo wpadliśmy na sąsiada z klatki obok. Ktoś powiedział że świat jest mały i miał kompletną rację. Niezwykłym doświadczeniem był dla nas pomnik pamięci holokaustu.
Potem jeszcze (już z pęcherzami na stopach) doczłapaliśmy się na Alexanderplatz, po drodze oglądając niezwykłe podwórka Hackesche Hofe.
Tego dnia wieczorem podjęliśmy męską decyzję, że do ogrodu zoologicznego nie damy rady dotrzeć na piechotę, tylko przećwiczymy berlińską komunikację. A ta część wycieczki to temat na kolejny wpis (pewnie będzie równie długi jak ten - mam nadzieję, że jeszcze to czytacie). PS. Jako wyrodni rodzice wciąż kazaliśmy Maksiucie ćwiczyć jego niemiecki - gdzie się dało. Nawet nam piwo zamówił :) *"Arr" to określenie na dinozaury.
środa, 09 maja 2012
Aksamitny głos Krzysztofa Hołowczyca zawiódł nas do Berlina, a potem do Kolonii, Dortmundu, Bonn, Hilden i w parę innych miejsc. Pewne ręce Ojca przeprowadziły nas bezpiecznie przez całe wakacje. Zanim zacznę opisywać co się działo przez ostatnie dziesięć dni, rozpocznę od podziękowań (kolejność podziękowań jest zupełnie przypadkowa). A zatem: Dziadkowi B. za użyczenie nam Krzysztofa (bo bez Krzysztofa czasem byłoby cienko) Całej Rodzinie za wsparcie Chłopaków kieszonkowym, które to zostało wydane na tonę pamiątek, bo bez ich wsparcia byśmy zbankrutowali jak nic (ale przyznam, że Precel po wydaniu komunikatu "pamiątka" zaraz dodawał "ile"). Ewelinie i Darkowi za dwa obiady oraz pokazanie największego kosza wiklinowego świata. Basi i Zbyszkowi za spotkanie w Berlinie oraz nocleg w drodze powrotnej do Polski. I za naleśniki ze szpinakiem, które wspominam aż do tej pory. Oraz za pokazanie, że podróże zagraniczne z naszymi dzieciakami są możliwe. Asi i Martinowi za serca o pojemności większej niż 1000 naszych zapchanych Samochodzików. Oraz za danie Preclowi możliwości samodzielnego ruchu. Rodzicom Borysa i Igora za serdeczne przyjęcie oraz bardzo miłe popołudnie uwiecznione Specjalnym Zdjęciem (tak sobie myślę, że to byłby początek pięknej przyjaźni). Naszemu Samochodzikowi za to, że bez problemowo pokonał tyle tysięcy kilometrów. Krzysztofowi za to, że tylko trochę nas oszukiwał przy skrętach. Bardzo serdecznie dziękujemy! PS. Jutro idziemy pod płot posłuchać Metalliki ale obiecuję - ciąg dalszy nastąpi.
niedziela, 06 maja 2012
Przygodo ahoj! Przygoda trwa, dostęp do internetu już jest, ale na siedzenie w wirtualnym świecie nie ma czasu. Dzieje się dużo i to dużo dobrego. Precel formą przechodzi sam siebie (choć ostatnio nieco narzeka na plecy). Zanim zdam pełniejszą relację mogę tylko powiedzieć, że każdego dnia wieczorem Szymon wygląda mniej więcej tak:
Nawet koniec świata by go nie obudził. Jutro jedziemy do Dortmundu. Ahoj przygodo!
czwartek, 26 kwietnia 2012
Plan wycieczki po Berlinie jest. Coś byście szczególnie polecili? Muzeum Lego - warto?
PS. Ojciec właśnie wraca od dentysty z zatrutym zębem. Zaraz po powrocie czeka go rwanie. A w samochodzie niebezpiecznie zapaliła się kontrolka od akumulatora. Jak to się nazywa? Prawo Murphy'ego?
PS2. Mamę Borysa i Igora pilnie proszę o kontakt na gofer73@gazeta.pl
wtorek, 17 kwietnia 2012
Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem za dwa tygodnie będziemy przechadzać się po Berlinie. Z Berlina pojedziemy do Kolonii odwiedzić Preclowych Czytaczy, którzy ze szczodrości swojego serca zaoferowali Preclowi wózek elektryczny, z którego wyrosła ich pociecha (tak jak Szymon chora na SMAI). Ponieważ wózek jest wypasiony i dostosowany dla człowieka pod respiratorem o minimalnej sile dłoni są pewne szanse że za jakiś czas zamieszczę film na którym Precel będzie samodzielnie śmigał na spacerze. Z Kolonii pojedziemy jeszcze do Dusseldorfu, a potem będziemy wracać do Polski (z noclegiem w trakcie). Im bliżej wyjazdu, tym więcej spraw do załatwienia, również i tych okołopreclowych. Już nie mówię o konieczności obkupienia się na zapas w pieluchy, mleko oraz leki na receptę (które mam nadzieję, się nie przydadzą). Na naszej liście widnieją następujące pozycje: 1. EKUZ (no bo bez EKUZa się wogóle nie ruszamy) - gromadząc niezbędne dokumenty do wyrobienia karty zorientowałam, że NFZ wciąż myśli, że mieszkamy tam gdzie nie mieszkamy od pięciu lat. Tak więc doszłam do wniosku, że pewne zdarzenia życiowe typu wyjazd służą również aktualizacji danych w urzędach, 2. dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Cieszę się, że stawka za Precla wynosi tyle samo co za naszą pozostała trójkę - choroby przewlekłe są w cenie. A mogliby nie chcieć ubezpieczyć. Na przykład. 3. sprawa legitymacji poświadczającej niepełnosprawność na terenie Niemiec. Wiele muzeów gwarantuje zniżki dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów pod warunkiem udokumentowania niepełnosprawności. Sprawę tę poruszałam już na FB, ale czy wiecie, że nie istnieje żaden dokument, który na terenie UE potwierdzałby niepełnosprawność oraz prawa do ulg z tą niepełnosprawnością związanych? Jedyną namiastką jest międzynarodowa karta parkingowa, która w zależności od kraju UE uprawnia do różnych zachowań "okołoparkingowych". Odwiedziliśmy dziś nawet Stołeczne Centrum Osób Niepełnosprawnych, gdzie zasugerowano nam po prostu przetłumaczenie u tłumacza przysięgłego orzeczenia o niepełnosprawności. Przy okazji Precel za dwa tygodnie dorobi się legitymacji osoby niepełnosprawnej w języku polskim. Precel został poddany kwarantannie tzn. nie chodzi do przedszkola, aby nie daj Boże przed samym wyjazdem czegoś nie złapał. Poza tym mamy pierwsze objawy Reisefieber. Potem będzie już tylko gorzej....
niedziela, 16 października 2011
Od jakiegoś czasu marzy mi się zabranie dzieciaków gdzieś za granicę. W miejsce na tyle bliskie i cywilizowane, aby mogła na tym skorzystać cała rodzina (a zwłaszcza Maksiuta, który przez niemobilność Precla jest w tym temacie dość poszkodowany). Nasz wybór padł na Berlin, do którego wszak można dostać się z Warszawy samochodem w kilkanaście godzin - a to na preclowe możliwości jest do przeżycia, bo 10 godzinna trasa Warszawa- Łeba jest opanowana i przećwiczona do perfekcji. Nie pozostaje mi więc nic innego tylko zmierzyć się z tematem i zacząć zbierać fundusze oraz postarać się o dowód osobisty dla Precla, bo marzy mi się Berlin w długi majowy weekend: Maksiuta zalicza wtedy tygodniową przerwę w szkole no i myślę, że taki wyjazd byłby chyba niezłym prezentem na 12 urodziny nie? W grudniu jadę tam służbowo, więc w miarę możliwości postaram się o mały rekonesans, nie mniej jednak chętnie przyjmę dobre rady od zaznajomionych z tym miastem i jego okolicami. PS. jabyście znali fajną miejscówkę za przyzwoitą cenę to też dajcie znać... |