Zerwałam się do Szymona i rąbnęłam jak długa na plecy w kałużę rozlanej kaszy (nie pytajcie się nawet skąd ona się wzięła pod jego łóżkiem).
Dziś opowiadam Preclowi jak bardzo boli mnie krzyż. Szymon zaczyna zerkać w stronę drzwi.
"Szymon, chcesz gdzieś iść?"
"Nie" mruga Precel
"Na kogoś czekasz?" "Nie" - w końcu się domyślam: "Ktoś ma wyjśc z domu?"
"Pa-ha" (czyli Ojciec).
"A po co ma iść?"
"Polekarstwo" - wymruczał Szymon.
Dziś też na pytanie "Co dziś jadłeś że Ci tak brzydko pachnie z buzi" (oj bo pachnie :() usłyszałam "zupę".
Nie mogę wyjść z podziwu, że nasze rozmowy stają się coraz treściwsze. Trzeba oczywiście sporo wprawy aby zrozumieć to co Precel mówi, ale w końcu MÓWI!!!.