|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Tagi
|
Wpisy z tagiem: kontakty z dziećmi
sobota, 29 października 2011
Wczoraj chłopaki objuczeni cukierkami i ciasteczkami poszli do przedszkola obchodzić preclowe urodziny. Muszę tu nadmienić, że Zielony Latawiec ma swoje specjalne zwyczaje urodzinowe, które min przewidują obdarowanie solenizanta własnoręcznie wykonanymi laurkami, specjalną urodzinową ceremonię, podczas której wygłaszana jest prezentacja przygotowana przez rodziców na jego cześć. Tak więc Szymon został obdarowany prawie dwudziestoma laurkami. Na każdej z nich widniał dinozaur, a z tyłu życzenia od każdego dziecka. Chciałabym je zacytować wszystkie na raz, ale się nie da. Dlatego przytoczę tylko kilka z nich: "Miłych dni, miłych gier, dużo rzeczy, dużo pieniędzy, dużo miłości i serca, dużo pierścionków dla Twoich dziewczyn. Dużo szczęścia" "Szymku, życzę Ci żebyś urósł aż do nieba, żebyś miał dużo cukierków, zdrowia, żebyś chodził z tatą na grzyby" "Życzę Ci Szymku, żebyś wycinał z tatą ludzika, żebyś jadł dużo cukierków i żebyś ze mną tańczył" "Życzę Ci najlepszego, największego dinozaura i jeszcze tego samego tylko mniejszego. Wozu do dowodzenia CENTRUM". Życzę Ci strażaka i straży i samochodzika i ludzika. Życzę Ci wyprawy dla panów. Bukietu z liści dębu". (wiemy, od Pań Wychowawczyń, że ich przygotowanie było nie lada przeżyciem dla całej grupy). Taka ilość naprawdę wygląda imponująco:
A tu Precel podczas ceremonii odczytywania życzeń:
Precel też otrzymał jeden, jak się okazało bardzo specjalny prezent od swojej koleżanki Julii: małe, zielone pudełeczko z fasolką w środku. Jak się okazało, urodziny Szymona to nie tylko przeżycie dla niego samego. Poniżej zamieszczam to co mi napisała w mailu Mama Julii - i to chyba będzie najlepsze podsumowanie. "Gosiu ,
uprzejmie informuję że dzisiejsza czerwona sukienka Julii jest specjalnie dla Precla i specjalnie na zamówienie Julii (sukienka jest "nowa" i stanowiła przedmiot pożądania gdzieżby się tu pokazać już od kilku dni, wczoraj Julia przygalopowała do domu z wrzaskiem: Mamo, Mamo jutro są urodziny Szymona Bończaka - czy mogę założyć czerwoną sukienkę. Mama :) wyraziła zgodę i dzisiaj rano Julia kręcąc się przed lustrem: Ale się Szymek ucieszy jak mnie zobaczy :)) A że Maciuch nie ma najpiękniejszej koszuli to moja wina bo hm nie uprasowałam. Zapewniam że chęć "uczczenia" kolegi była. (...)
Julia uważa fasolki za jedne ze swoich skarbów największych - podziwia jakie są piękne i wrzeszczy na mnie że nie umiem wyjmować ze strąka i je psuję ...Bylekomu by nie dała."
Kochane Przedszkolaki - Dziękujemy za wspaniałe Życzenia!
niedziela, 11 września 2011
Wczoraj odwiedzili nas Antek i jego Rodzice. Antek to nowy, młodszy kolega Precla, którego do tej pory mieliśmy okazję poznać wyłącznie wirtualnie (bo jak to się mówi swój do swego ciągnie i wcześniej czy później ludzie przerabiający temat SMA wpadają na siebie). Po oswojeniu się z otoczeniem, Antek dał Preclowi lekcje machania rękami w powietrzu i jedzenia paszczą. Precel jak na starszego kolegę przystało, zachowywał stoicki spokój, odstępując młodszemu kawałek swojej kanapy. Prawda, że nowy kolega to słodziak nad słodziaki?
(już chyba zapomnieliśmy kiedy Precluta był taki maleńki - zachwycony Ojciec aż się posunął do robienia pierdzioszków na antkowym brzuchu). Cóż więcej pisać - fajnie było i wygląda na to, że są pewne szanse na kontynuację, bo Antek mieszka w tym samym mieście co my, a okazało się, że Rodzice obu tych młodych panów znaleźli całkiem sporo wspólnych tematów (poza potworzastym oczywiście:) PS. A Precel Wujku Sebastianie położył się tego wieczora spać z otrzymanym od Wujka wiatraczkiem...
wtorek, 21 czerwca 2011
Jest taki rodzaj specjalnych znajomości, które nigdy by się nie stały gdyby nie Potwór. Znajomości pomiędzy ludźmi, którzy w każdych innych warunkach nawet nie wiedzieliby o swoim istnieniu. Ludzi, których często dzieli wszystko: odległość, wiek, światopogląd, wiara, cechy charakteru, a łączy właściwie jedno - fakt posiadania chorego dziecka. I cudownie jest moim zdaniem, gdy okazuje się, że pomiędzy takimi osobami (które często pozostają w relacjach telefoniczno-internetowych) dodatkowo pojawia się chemia, tak duża, że przebywanie ze sobą jest prawdziwą przyjemnością. Bardzo lubię ładować w ten sposób swoje akumulatorki i mam nadzieję, że nie tylko ja- :) Przez całą wizytę u Antkowej Rodziny miałam ochotę szturchać Precla palcem i co chwila powtarzać: "Widzisz Precel jak Antek wyraźnie mówi? Ucz się", "Widzisz Precel jak Antek to i to? Ucz się…" - ale chyba by mnie za to obaj nie polubili :P Antek z dumą zwierzył mi się patrząc na odsysanego Precla" "A ja mam cewniki numer 14" co od razu zaszeregowało Precla używającego "12" pomiędzy maluchami. Poza tym dużo lepszym kompanem do zabawy dla Antka był Maksiuta (w końcu tylko o kilka miesięcy starszy). Precel jak to zwykle młodszy brat, zalegał obok "na doczepkę", bezskutecznie dopraszając się uruchomienia w laptopie konkretnej strony z grami.
Porobiliśmy trochę sensacji na spacerze w Licheniu i to wcale nie przez koszulkę grupy Terrorizer, wiszącej na Ojcu, która pasowała do Sanktuarium jak pięść do nosa (Ojciec jak to Ojciec przez całe życie brnie pod prąd), tylko chyba generalnie oba chłopaki w razem w kupie stanowili niezwykłą rzadkość.
Zaś w miescie Antka mieliśmy okazję zobaczyć najstarszy w Europie drogowskaz (wiedzieliście, że w Polsce jest coś takiego?) A potem wracaliśmy. Ostatnie 30 km do naszego domu ponad godzinę - ze wściekającym się Preclem ("bolą plecki") i wizją wycieczki przedszkolnej następnego dnia rano. Ale to już temat na kolejny wpis.
wtorek, 14 czerwca 2011
Zaliczamy ostanie zajęcia przed okresem wakacyjnym. Precel w przedszkolu dorobił się chyba pierwszego prawdziwego kolegi, który przez większość zajęć chce koniecznie siedzieć obok niego i właściwie nie odstępuje go na krok. Zaliczył też pierwszą, profesjonalną, przedszkolną sesję zdjęciową. Muszę powiedzieć, że oglądając przepiękne zdjęcia Pani Kasi Kusińskiej. które ukazują Precla z gwiazdami w oczach czuję się nieco surrealistycznie, bo chyba nigdy nie zakładałam, że doczekam momentu, w którym takie zwykłe dla wszystkich wydarzenie jakim jest zakup fotek wykonywanych w przedszkolu/ szkole będzie dotyczyło mojego młodszego dziecka. Wczoraj w przedszkolu dzieci poszły na ogródek - Ojciec usiłując dotrzymać tempa zgrai biegających pięcio-sześciolatków o mało co nie dostał zawału zaliczając z Preclem kilka zjazdów ze zjeżdzalni oraz wirowanie na karuzeli. W domu jest nieco inaczej - tu dzieci z naszego podwórka często porywają wózek z Preclem do wspólnej zabawy - pędząc z nim to tu to tam, bawiąc się w chowanego albo policjantów i złodziei. Wtedy my pędzimy za nimi z wizją wypadającego z wózka Precla drąc się w niebogłosy: "dzieciaki wolniej- bo wywrócicie wózek" (znów zadyszka). Czasem dla odmiany dzieciaki otaczają wózek i albo miziają tego co siedzi w środku (w tym przodują dziewczyny), albo z nim gadają. Ostatnio modne też jest zadawanie pytań - po pogadance na temat respiratora, po przywitaniu się następuje sesja sprawdzania parametrów na naszym legendairze. Zachwyca mnie ta naturalność z jaką spora część dzieci z naszego podwórka zaakceptowała Precla: autentyczna radość gdy się na nim pojawia, zero problemu aby zaprosić go do wspólnej zabawy i też zero obciachu przy zadawaniu najróżniejszych pytań (ostatnio całkiem na serio zgłębialiśmy mechanikę choroby - "no bo czemu mu te mięśnie znikają" i tłumaczyliśmy zdziwionym, że TEŻ myjemy zęby oraz chodzimy do dentysty). Być może taka sytuacja jest tymczasowa - bo dzieci dorosną i zajmą się swoimi sprawami, ale póki co Precel z tych kontaktów bardzo korzysta, już nie mówię o radości jaką czerpie. Tylko my, starzy musimy dotrzymać tempa temu rozbieganemu towarzystwu. |