Zapiski na kolanie o Preclu i o potworze zwanym SMA, dodatek do Preclowej Strony, zawierający nasze osobiste pomysły i doswiadczenia z życia z niepełnosprawnym ruchowo dzieckiem. Uwaga: wszelkie metody, doświadczenia i komentarze przedstawione w blogu stanowią osobiste doświadczenia i odczucia naszej Rodziny i nie stanowią naukowej podstawy do prowadzenia dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni. Blog jest chroniony osobistymi prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie jego zawartości lub wykorzystywanie pomysłów na wpis bez zgody Autorów bloga jest sprzeczne z prawem.
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Locations of visitors to this page

Wpisy z tagiem: mróz

wtorek, 30 listopada 2010

Zima jak zwykle zaskoczyła drogowców. Ledwo w stolicy poprószył śnieżek a już można było sobie zafundować albo bezpłatne godziny nadliczbowe (po co wychodzić z pracy jak do domu się nie dojedzie) albo uroczy spacer przez miasto w mokrych butach (to dla tych naiwnych).

Ja w swojej naiwności wracałam wczoraj 2,5 godziny do domu. A rekordzistką w powrocie do domu nie byłam.

Dziś już teroretycznie sytuacja jest opanowana - wszak w nocy pługi przejechały przez miasto i odśnieżyły. Uzbrojona w zeszłosezonowe śniegowce Maksiuty ruszyłam do boju skoro świt czyli o 7 rano.

Jak ruszyłam tak stanęłam. Bo odśnieżone to były owszem - ale ulice. A cały odgarnięty śnieg został zepchnięty dokładnie na przejścia dla pieszych.  I tak mimo,  siarczystego porannego mrozu upociłam się setnie pokonując górę śniegu leżącą mi na drodze do szczęścia czyli do przystanku tramwajowego.  Potem już było tylko gorzej, gdy usiłowałam utrzymać równowagę w wydeptanych dziurach na buty w miejscu gdzie powinien znajdować się chodnik.

Jako rącza jeszcze-nie-czterdziestolatka dałam tym przeciwnościom losu radę. Ale gdybym miała ze 30 lat więcej? Lub chore nogi? Albo gdybym  z racji swojej niepełnosprawności poruszała się na wózku inwalidzkim? Czy też matką niemowlęciu będąc musiałabym pójść z nim w wózku na drugą stronę ulicy do sklepu po mleko?

Ojciec w desperackiej próbie zorganizowania Preclowi wizyty w przedszkolu (wczoraj z oczywistych względów było to niemożliwe) udał się na rekonesans. I poddał się po pierwszej próbie zakopania się naszym wcale niemałym wozem na jednej z większych ulic naszej dzielnicy. O możliwości podjechania pod przedszkole i wystawienia Precla bez narażenia na zbyt długotrwałe przebywanie na mrozie lub zarycie respiratora w zaspie nawet nie wspomnę.

Zima nie zwalnia z konieczności życia części społeczeństwa.  Każdy musi gdzieś dotrzeć, iść po zakupy, do apteki. Każdy ma też prawo korzystać z dobrodziejstw edukacji albo kultury. Zapominają o tym drogowcy oraz ich zleceniodawcy.  Dla nich taki Precel, który nie jest w stanie przejechać przez przejście dla pieszych, albo taka przykładowa Pani Zosia chodząca o kulach mogą sobie wegetować przez kilka miesięcy w roku zdani na łaskę czy niełaskę innych.  Wszak niepełnosprawnemu dziecku nic się nie stanie gdy przez pewien czas nie będzie chodziło do przedszkola, a nad Panią Zosią na pewno ktoś się ulituje i chleb jej kupi.

Okrutny jest ten świat - znów szansę na życie mają najsilniejsi. A reszta siedzi w domu gdy śnieżek prószy.... i tak będzie pewnie do wiosny.

środa, 27 stycznia 2010

No i pojechaliśmy do tej szkoły. Jakoś nie mogłam zrobić Tego Preclowi. Z reguły we wtorki siedzę w pracy a nie jeźdżę z dzieckiem na zajęcia z wczesnego wspomagania rozwoju, więc gdy tylko zaczęłam "synku a może byśmy tak dziś nie poszli do szkoły..." Szymon każdym centymetrem swojej twarzy dał mi do zrozumienia jaka to będzie frajda jak pojedzie do niej właśnie ze mną. Koniecznie.
 
Na zewnątrz -17C.
 
Precel wraz ze swoją rurą został owinięty w kołdrę. Respirator przykryty wełnianym szalem. Podjechaliśmy autem pod same drzwi szkoły, wystawiliśmy wózek i sprintem puściliśmy się w kierunku drzwi (całe dwa metry).
 
Strachu i tak się najadłam. Potem pomyslałam - głupia ze mnie baba, ze zdrowymi dziećmi na taki mróz się nie wychodzi a co dopiero z kimś, kogo drogi oddechowe są właściwie odsłonięte i bezbronne.
 
(Pan Doktor O. określił minimalną temperaturę na spacery na -4C, co do sprzętu szczerze przyznał, że nie ma pojęcia jaka jest jego wytrzymałość, ale dwie minuty na mrozie nie powinny mu zaszkodzić).
 
Więc za pewnymi programami TV powtórzę: don't try this at home! Nie próbujcie robić tego w domu!