Zapiski na kolanie o Preclu i o potworze zwanym SMA, dodatek do Preclowej Strony, zawierający nasze osobiste pomysły i doswiadczenia z życia z niepełnosprawnym ruchowo dzieckiem. Uwaga: wszelkie metody, doświadczenia i komentarze przedstawione w blogu stanowią osobiste doświadczenia i odczucia naszej Rodziny i nie stanowią naukowej podstawy do prowadzenia dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni. Blog jest chroniony osobistymi prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie jego zawartości lub wykorzystywanie pomysłów na wpis bez zgody Autorów bloga jest sprzeczne z prawem.
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Locations of visitors to this page

Wpisy z tagiem: dzikie mięso

poniedziałek, 24 stycznia 2011

To żaden nie tytuł horroru ani potrawy wymyślonej przez Ojca, ale problem medyczny, który co jakiś czas pojawia się na preclowej szyi. Wpis ma charakter poradnikowy i wypełnia pewną lukę w internecie, aczkolwiek ze względu na zawartość radzę co bardziej wrażliwym, ale niezainteresowanym nie czytać.

Od czasu do czasu na brzegu tracheotomii lub gastrostomii pojawia się mała krawiąca ranka. Na początku wygląda na pozór niegroźnie, ale z czasem wychodzi na to, że ranka się nie goi  i zaczyna wyglądać jak kawałek świeżego czerwonego mięsa - takiej wołowinki na tatar na przykład.  Rankę tę Doktor O. zdefiniował jako dzikie (albo jak kto woli żywe) mięso, dodając, że ta przypadłość bardzo często występuje u osób z tracheo lub z PEG.  I od razu wypisał receptę na tzw lapis, środek robiony na zamówienie w aptece.

Ale my na początku zaczynamy walczyć z dzikim mięsem łagodnie - przemywając rankę octaniseptem i często zmieniając opatrunki. Gdy jest oporna (a raczej w 90% przypadków jest)  jesteśmy już niebo bardziej stanowczy i na opatrunek dodajemy tormentiol w maści - to często pomaga, ale zdarza się że na krótko. I wtedy sięgamy po lapis.  Z lapisem trzeba ostrożnie bo przeżera wszystko łącznie z kanapą na którą skapnie i palcami dlatego też wolę gdy aplikuje go Nasza Pani Pielęgniarka - patyczkiem bezpośrednio na rankę. Po trzech-czterech aplikacjach dzikie mięso powinno poddać się i zniknąć.

Ostatnio walczyliśmy z tą przypadłością w grudniu i niestety skończyło się na lapisowaniu okolic tracheotomii.  Swego czasu walczyliśmy też z tym samym problemem pojawiającym się tuż przy PEGu - ale na to w cudowny sposób pomogła zmiana sposobu pielęgnacji tegoż czyli odstawienia wszelkich środków dezynfekujących na rzecz najnormalniejszej ciepłej wody z mydłem.

Jak zwykle proszę bardziej doświadczonych ode mnie o podzielenie się swoimi uwagami w komentarzach pod wpisem. Może taka informacja przyda się komuś poszukującemu w internecie wiedzy na temat dzikiego mięsa.