|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Tagi
|
Wpisy z tagiem: pulsoksymetr
środa, 17 listopada 2010
Nigdy tak na poważnie nie poruszałam problemu nocy, a raczej nocnej opieki nad dzieckiem pod respiratorem. Czasem słyszy się koszmarne doniesienia o matkach czuwających na stołeczkach tuż przy łóżku wentylowanego potomka. Lub o nieprzespanych od lat nocach. No cóż bywa różnie, bo jeśli dziecko takie jak Precel nie może być spuszczone z oka za dnia, tym bardziej musi być monitorowane i w nocy. My problem rozwiązaliśmy początkowo śpiąc na zmianę z Preclem w jednym łóżku (w ten sposób jedno z nas lepiej się wysypiało, podczas gdy drugie pełniło dyżur). A trzy lata temu Precel dostał swoje łóżko. Oczywiście w naszej sypialni. Nie położymy go spać bez podłączonego pulsoksymetru - to urządzenie uwalnia nas od konieczności spania na wspomnianym wyżej stołeczku. Albo ciągłego nasłuchiwania. A i tak wstajemy - kiedyś, gdy Precel nie wokalizował sami z własnej inicjatywy zmienialiśmy ułożenie ciała (no bo ile można spać w jednej pozycji). Teraz gdy już wspaniale potrafi krzyczeć "Pa-cha, Ma-ma naboczek (albo naplecki)" inicjatywa zrywania nas z łóżka jest już po stronie Szymona. Tak więc każde znas w ciągu nocy zalicza od kilku do kilkunastu zrywek (na picie, na siusiu i na przełożenie na drugi bok). Gdy Precel jest bardziej padnięty zrywki są dwie, ale zdarzają się dni kiedy jesteśmy budzeni co kilkanaście minut (zwłaszcza gdy forma oddechowa kuleje - wtedy trzeba co chwila odsysać). Podzieliliśmy się z Ojcem tak, że Ojciec wstaje przez pierwszą część nocy, ja biorę okolice 2-6 rano a potem znów Ojciec (bo ja już w pracy). Nasze organizmy do tego trybu dostosowały się idealnie - ja zasypiam jak kamień, by od 2 w nocy przejść w stan czuwania, Ojca po 2 nie obudziłoby nawet trzęsienie ziemi. Z czasem nasze nocne dyżury ewoluują - im dziecko starsze tym coraz więcej samo zaczyna zgłaszać swoje nocne potrzeby (odpada potrzeba czuwania), jest jakoś mniej odsysane a i my nauczyliśmy się przez sen rozpoznawać inną niż zwykle pracę respiratora, co z reguły świadczy o potrzebie interwencji. Więc jeśli kiedys przypadkiem wpadnie tu jakiś początkujący respiratorowy rodzic możemy śmiało powiedzieć: da się z tym fantem funkcjonować. I nawet czasem nucić: "aaa kotki dwa" |