Zapiski na kolanie o Preclu i o potworze zwanym SMA, , zawierające nasze osobiste pomysły i doświadczenia z życia z niepełnosprawnym ruchowo dzieckiem. Uwaga: wszelkie metody, doświadczenia i komentarze przedstawione w blogu stanowią osobiste doświadczenia i odczucia naszej Rodziny i nie stanowią naukowej podstawy do prowadzenia dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni. Blog jest chroniony osobistymi prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie jego zawartości lub wykorzystywanie pomysłów na wpis bez zgody Autorów bloga jest sprzeczne z prawem.
Archiwum
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Tagi
Locations of visitors to this page

W stronę Precla

niedziela, 16 lipca 2017

Pewnego letniego wieczoru, dokładnie jedenaście lat temu młoda, zdesperowana matka nie mogąc poradzić sobie z poczuciem straty, osamotnienia i bycia bezczelnie okradzioną z reszty dobrego życia, zaczęła prowadzić internetowy pamiętnik.

 

Na początku robiła to wyłącznie dla samej siebie i nawet nie sądziła, że ktoś będzie do tego pamiętnika zaglądał.

 

Z czasem, żegnając się z żałobą i przechodząc do nieco bardziej konstruktywnego potraktowania śmiertelnej choroby swojego dziecka prowadziła pamiętnik z myślą, ze może tam, gdzieś na świecie, tak samo zdesperowany rodzic natknie się na jej zapiski i poczuje, że nie jest sam.

 

I miała rację. W internetowym, a potem realnym świecie zaczęły pojawiać się pojedyncze osoby. A potem dziesiątki rodziców. Niektóre historie skończyły się dobrze, niektóre źle, a pamiętnik trwał. Ucząc, bawiąc, czasem przerażając.

 

Jedenaście lat to morze czasu.

 

Preclowa się postarzała, czasy się zmieniły przerzucając ciężar z pisania bloga na szybką i zjadliwą treść w mediach społecznościowych. Rodziny po diagnozie maja teraz grupy wsparcia i prężnie działające organizacje takie jak Fundacja SMA. W internecie można znaleźć mnóstwo treści o chorobie. Nowe rodziny żyją dziś z zupełnie inna perspektywą choroby, niż my jedenaście lat temu. Preclowa w takim kształcie jakim powstała przestała być potrzebna.

 

Ale wciąż jesteśmy. Z szansą na happy end i dalej tą samą frustracja i osamotnieniem jak na początku. Choć może z innych powodów.

 

Dziękujemy, że jesteście z nami. Za ciepłe komentarze, rady, wsparcie. Za pamięć o Preclu przy wypełnianiu PITów.

 

Może nie z dużą częstotliwością, może w innej formie ale Preclowa będzie trwać.

sobota, 31 grudnia 2016

W ostatnim dniu 2016 roku chcieliśmy podziękować Wam za to, że z nami jesteście. Dziękujemy za Wasze dobre myśli, wsparcie duchowe, wszystkie komentarze, z których zawsze czerpiemy siłę oraz czasem wiele się uczmy. Dziękujemy wspieranie finansowe Precla w ramach 1% podatku i Waszych darowizn, dzięki niemu Szymon może walczyć z Potworem każdego dnia w ramach fachowej pomocy fizjoterapeutów.

Tym razem nie będziemy podsumowywać kończącego się właśnie roku. Bo z ogromną nadzieją czekamy na przyszły. Albowiem być może będzie to rok, kiedy zaczniemy leczyć Precla, najpierw w ramach procedury wczesnego dostępu, potem refundowanym lekiem na SMA.

Spinraza. Zapamiętajcie dobrze to słowo. SMA nie jest już nieuleczalną chorobą.

Już dziś możemy powiedzieć, że 2017 będzie przełomowy dla wielu chorych dzieciaków i dorosłych oraz ich rodzin! 

Wam również życzymy w następnym roku wielu pozytywnych przełomów.

piątek, 23 grudnia 2016

Wcale nie czujemy tych Świąt. Zbyt wiele się dzieje wokół leku na SMA i to jest też jedna z przyczyn naszego milczenia.

W domu panuje chaos. Ale udało się Ojcu zrobić śledzie i karkówkę. Oraz boski bigos.

Czas na życzenia. Jedno z naszych marzeń właśnie się dzisiaj spełniło - w Polsce niedługo będziemy mieć dostęp do pierwszej terapii na SMA! 

niedziela, 30 października 2016

30 Października 2005. W Niedzielę o godzinie 19:25 powitaliśmy na świecie naszego drugiego syna Szymona Alberta.

Dobę później Szymon Albert został Preclem.

Cztery miesiące później wyczytaliśmy w internecie, że zostały mu niespełna dwa lata życia.

Nigdy nie wierzcie w to co wyczytacie w internecie.

Synku. W dniu Twoich 11 urodzin z całego serca marzymy o tym, abyśmy za rok mogli świętować podanie Ci pierwszej dawki Nusinersenu.



 

Jeśli chcecie świętować z nami i zrobić Preclowi niespodziankę lub prezent:



Wyślijcie Szymonowi mailem życzenia bądź kartkę na urodziny na adres: Szymon.Bonczak@gmail.com

Jeśli w ramach prezentu chcecie wesprzeć Szymona finansowo prosimy o przekazanie datku do Fundacji opiekującej się Szymonem, który zostanie zaksięgowany na jego indywidualnym koncie. Zebrane w ten sposób pieniążki przekażemy na rehabilitację Szymona:

Fundacja Przyjaciele Szpitali Dziecięcych w Warszawie
ul. Grzybowska 5A, 00-132 Warszawa, NIP 526 21 50 223

Konto złotówkowe (PLN)

Bank Handlowy w Warszawie S.A. (Citibank Handlowy)
ul. Senatorska 16, 00-923 Warszawa, Polska
66 1030 1508 0000 0005 0039 8019
Swift: CITIPLPX

koniecznie z dopiskiem: dla Szymona Bończaka

Konto dolarowe (USD)

Bank Handlowy w Warszawie S.A. (Citibank Handlowy)
ul. Senatorska 16, 00-923 Warszawa, Polska
22 1030 1508 0000 0005 0039 8035
Swift: CITIPLPX

koniecznie z dopiskiem: dla Szymona Bończaka

 

 

niedziela, 17 lipca 2016

Minęło dziesięć lat. Jesteśmy dalej niż dalej. Dalej niż zakładaliśmy tworząc dziesięć lat temu pierwszy wpis na Preclowej.

Z perspektywy czasu, pamiętając ten ogrom frustracji towarzyszący pierwszemu wpisowi, jestem w stanie powiedzieć, że frustracja rodzica chorego dziecka pozostała. Jest tylko inna. I niepokój o przyszłość też ma zupełnie inny wymiar.

Jedno jest pewne: pełni tych wewnętrznych frustracji wychowaliśmy mądrego, wiecznie uśmiechniętego młodego człowieka. Więc chyba nie jest z nami tak źle. Oby świat był mu przychylny!

Dziękujemy Wam, że wciąż tu zaglądacie.

Źródło:schmoozenetworking.com

piątek, 27 maja 2016

Brzmi jak dobry kryminał nie?

Otóż w preclowym domu zaczęły ginąć buteleczki soli fizjologicznej.

Sól, element niezbędny każdego szanującego się respiratorowca, służy głównie do odtykania i pielęgnacji rurki tracheotomicznej, oraz do innych zabiegów pielęgnacyjnych. Używana jest przez nas codziennie, toteż gdy rankami nie znajdowaliśmy jej w zwykłym miejscu gdzie leżała, wpadaliśmy w dziwną zadumę. I oczywiście szliśmy po kolejny nowy egzemplarz, który następnej nocy znikał w tajemniczych okolicznościach.

Podejrzenia oczywiście były, i to podejrzenia właściwie graniczące z pewnością.

Wszystko się wydało, gdy w długi weekend Matka zarządziła malowanie salonu. Czynność ta wymagała odsunięcia słynnej czerwonej kanapy.

Wychodzi na to, że jesteśmy w posiadaniu kota o wielu talentach. 

wtorek, 03 maja 2016

Znów nas wcięło.

Wiosna 2016 roku należy do jednych z ciekawszych w tym dziesięcioleciu pod względem nagromadzenia zdarzeń przeróżnych.

Podchodzimy do nich zadaniowo i systematycznie. Jeden temat zamykamy, za drugi się zabieramy. To trochę tłumaczy brak wpisów na preclowej. Ewidentnie strona Precla na Facebooku lepiej zdaje egzamin jeśli chodzi o publikowanie nowości z życia Szymona w warunkach wiecznego pośpiechu.

Co się dzieje?

Szpital. Dojście Precla do formy zajęło chwilę i kosztowało parę siwych włosów na naszych skroniach. Jest już dobrze. Precel wrócił na zajęcia do szkoły.

Liceum. Po sesji odwiedzin w rożnych szkołach, Maks wybrał tę odpowiednią. Papiery złożone.

Egzaminy. Przeżyliśmy. Z dobrymi wrażeniami. I garniturem kupionym na 190 cm Syna.

Ani się obejrzeliśmy nadszedł długi weekend oraz Maj.

Maj oznacza przede wszystkim uroczystość 1 Komunii Świętej Szymona. Tydzień później bal gimnazjalny Maksyma. I już będzie można spokojnie zmierzać ku końcowi roku szkolnego oraz kolejnemu etapowi rekrutacji do liceum.

Jak się domyślacie, jestem oazą spokoju oraz właścicielką niewyczerpanych zapasów czasu oraz gotówki.

I obiecuję sobie solennie, że w lipcu (o ile Maks dostanie się tam gdzie chciał) usiądę sobie i się solidnie ponudzę.

sobota, 09 kwietnia 2016

Już nieco ochłonęliśmy po przeżyciach ostatnich dni, choć patrząc na Precla potrzeba jeszcze trochę czasu aby doszedł do siebie, mimo że twardy jest niesłychanie.

Winna jestem jeszcze parę naprawdę ciepłych słów o szpitalu, w którym byliśmy.

Są to szczególne słowa, gdyż może trudno w to uwierzyć, ale byliśmy w szpitalu na dłużej pierwszy raz od prawie 10 lat!

Bo szpital moi drodzy, generalnie to ZUO. Tam można się zarazić różnymi szpitalnymi świństwami i wrócić do domu w gorszym stanie niż się przyszło. Dodatkowo Preclowi Rodzice mają bardzo kiepskie doświadczenia z kontaktów ze szpitalnym personelem, który a to wie lepiej, a to nie słucha i robi po swojemu narażając Precla na niepotrzebne komplikacje a to generalnie ma w nosie dźwięki alarmów narażając jego bezpieczeństwo.

Szliśmy więc do Szpitala Pediatrycznego WUM z nastawieniem jak pies do jeża i z pełną świadomością, że nikt tak dobrze nie zajmie się Preclem jak my sami.

Ale się zajęli. Może nie byli w stanie przejąć całkowitej opieki (a tego i tak nikt nie oczekiwał), ale wszyscy począwszy od lekarzy a skończywszy na pani sprzątającej sale, wykazywali maksimum zainteresowania i oferowali pomoc właściwie na każdym kroku. Lekarze słuchali i odpowiadali nawet na najgłupsze pytania. Puszczając Precla na salę operacyjną pod znieczulenie ogólne, wiedziałam, że będzie zaopiekowany adekwatnie do swojej choroby podstawowej (przy zaniku mięśni każde znieczulenie to bardzo duże ryzyko, a podanie środków zwiotczających może pogorszyć napięcie mięśniowe). W nocy dyżurująca pielęgniarka czujna jak nie wiem kto, wpadała do naszego pokoju na każde piśnięcie pulsoksymetru.

Podsumowując w dwóch słowach: życzliwość i uśmiech.

Sam Szpital Pediatryczny WUM jest zupełnie nowy na medycznej mapie Warszawy. Budynek pachnie świeżością i naprawdę miło się na niego patrzy. I napiszę, bo w naszym kraju nie jest to oczywiste w przypadku budynków użyteczności publicznej a zwłaszcza szpitali: jest dostosowany dla osób z niepełnosprawnością ruchową.

 

Oddział na którym leżeliśmy, zapewniał 2 osobowe pokoje z łazienką w pokoju i kozetkami dla rodziców. W standardzie dla rodzica również nieodpłatna pościel (podkreślam to, bo wiem, że w innych szpitalach często gęsto rodzic musi za to zapłacić).

Na Oddziale przepiękny i ogromny pokój pobytu dziennego, w którym można posiedzieć na kanapie, pouczyć się i przede wszystkim zająć czas małych dzieci.

Przebywanie w budynku dopiero co oddanym do użytku ma też swoje niedoskonałości. Widać, że wiele elementów wymaga jeszcze dopracowania.

Z punktu widzenia Precla ogromnie ale to ogromnie brakowało nam telewizora w pokoju. Może to i brewerie, ale ktoś kto leży przez kilka dni, nie mogąc się ruszyć i mając do dyspozycji tylko i wyłącznie nieciekawy widok za oknem musi się wykazać dużą cierpliwością aby to przetrwać. Szczególnie gdy ma się 10 lat.

Druga sprawa to nieistniejąca infrastruktura dla rodziców. Aby włożyć coś do lodówki albo zrobić sobie coś ciepłego do picia musiałabym powędrować na inny oddział (i w sumie przez 3 dni to i tak nie odkryłam gdzie). Co było nierealne bo będąc sama z Preclem nie zostawię go samego w pokoju.

Najbliższy automat z kawą oraz stołówka znajdowały się w sąsiednim szpitalu przy Banacha, więc koniecznie wcześniej trzeba zaopatrzyć się w wałówkę albo zorganizować kogoś, kto przyniesie nam obiad.

Na pocieszenie powiem, że stołówka na Banacha serwuje naprawdę smaczne posiłki.

Zakładam, że z czasem, w Szpitalu Pediatrycznym WUM będzie można i pójść na kawę i usiąść gdzieś nie w pokoju szpitalnym by zjeść coś ciepłego albo po prostu pogadać.

Mimo tych braków mi się podobało i nie to, że chciałabym tam wrócić, ale gdybyśmy musieli znów wsadzać Precla do szpitala to tylko tam.

 

czwartek, 03 marca 2016

Czy nie zastanawialiście się, kto tak naprawdę jest autorem Preclowej?

piątek, 19 lutego 2016

Oj zarosła, pomyślała Matka obserwując reklamy na blogu. Takie reklamy pojawiają się na blogach, na których od dłuższego czasu nie zanotowano żadnej aktywności.

Życie toczy się cichutko. Normalnie, żeby nie powiedzieć, że nudno.

Wstajemy, pędzimy gdzieś, potem wracamy i oglądamy seriale w telewizji.

Precel został fanem "Archiwum X" i "Koszmaru z Ulicy Wiązów", oraz specjalizuje się w wydawaniu poleceń. Średnio 300 poleceń na godzinę.

Co weekend pieczemy chleb. Matka pielęgnuje w sobie głęboko pomysły na następne wpisy.

Bardziej mrawe życie prowadzimy na Facebooku (ci, którzy tam zaglądają to wiedzą)

Czekamy na wiosnę. Może będzie bardziej kreatywnie.

Grunt, że za oknem coraz więcej dnia. Może się uda nieco odkurzyć blogaska i wspólnie z Wami powymieniać poglądy.

Co Wy na to?

niedziela, 10 stycznia 2016

Pewnego styczniowego wieczoru bardzo, bardzo młoda dziewczyna czekała na tramwaj nr 33 na przystanku przy ulicy Woronicza w Warszawie.

"Hej, dorzucisz się?" - grupka młodych i uśmiechniętych ludzi potrząsnęła puszką, "Zbieramy na chore dzieciaki".

Młoda dziewczyna wrzuciła do puszki te parę groszy, które miała przy sobie i ku zdziwieniu otrzymała samoprzylepne czerwone serduszko (oraz kilka innych na zapas).  A potem wszyscy razem wsiedli do tego 33 i przegadali całkiem spory kawałek drogi. Aż do samego Dworca Centralnego.

Wiele, wiele lat później nieco starsza, ta sama dziewczyna zrobiła kilka zdjęć, których później nigdy w życiu nie chciała oglądać, bo ich oglądanie zawsze wiązało się ze ściskiem w serduchu i łzami w oczach.

Ludzie robią czasem takie na pozór pozbawione sensu rzeczy, które w dalekiej przyszłości w zaskakujący sposób albo nagle się przydają dla lepszej sprawy, abo pokazują, że życie potrafi zataczać niezwykłe koła oraz pętelki.

Przyjrzyjcie się obu tym zdjęciom i znajdźcie na jednym z nich szczegół, tak bardzo ważny dzisiejszego dnia.

To dzięki WOŚP, mam dzisiaj odwagę wyciągnąć te zdjęcia i ze łzami w oczach napisać ten wpis. Bo jego bohater ma się świetnie, mimo, że gdy je robiliśmy, wszystko wskazywało na to, że się poddał i że nie chce walczyć o to aby być z nami.

Nie lekceważcie więc potęgi nawet drobnych monet. To one przekładają się na prawdziwe historie. Takie jak ta.

czwartek, 31 grudnia 2015

Koniec roku kojarzy się z podsumowaniami. Preclowa również robi rachunek sumienia i przegląda wpisy dla odświeżenia pamięci.

Jaki był 2015 rok?

Na pewno spędzony w pędzie. Dawno tak nie pędziliśmy jak w tym roku. Gdy sięgnąć pamięcią wstecz, nawet kilka lat wcześniej, jakoś mieliśmy na wszystko nieco więcej czasu. A co najważniejsze, mieliśmy więcej czasu dla siebie. Cichym marzeniem Matki jest zwolnić. Zwolnić na tyle by mieć więcej energii i siły do codziennych zadań. Oraz do Preclowej, która w tym roku zubożała do 3-4 wpisów na miesiąc.

2015 rok, był również rokiem nabywania nowych umiejętności oraz robienia wielu rzeczy pierwszy raz.

Z Preclem zdobyliśmy sprawność piekarza. Teraz co tydzień zapewniamy naszej rodzinie chleb własnego wypieku.

Dzięki Waszej szczodrości (środki z 1% podatku) Szymon otrzymał swoje okno na świat czyli komputer sterowany wzrokiem. Nauka pisania idzie mu coraz lepiej, i to jest nasze zadanie na 2016.

W domu pojawiły się: okulary dla Szymona (coś jednak jest w tym, że większość znanych nam dzieciaków z SMA 1 nosi okulary) oraz zwariowana, czarna koteczka imieniem Padme. Życie ze zwierzakiem jest o wiele lepsze niż życie bez zwierzaka. I zupełnie nie wiemy czemu tak długo zwlekaliśmy.

Szymon rozpoczął 11 rok życia. Wydoroślał. Matce zaczynają chodzić po głowie niespokojne myśli związane z zapewnieniem opieki dorosłemu facetowi z SMA1 i respiratorem w sytuacji, gdy ani zgrzybiała Matka ani Ojciec nie dadzą rady.

O roku pod znakiem Star Wars nie muszę chyba pisać.

2015 rok, był również rokiem wielu smutnych pożegnań, gdyż wiele znanych z internetu dzieciaków przegrało walkę z potworem. Każda taka śmierć boli nas rodziców jakby to była śmierć własnego dziecka.

Na horyzoncie pojawia się wiele nadziei związanych z lekiem na SMA. Już prawie na pewno naukowcy są w stanie zatrzymać objawy u nowozdiagnozowanych noworodków i spowodować ich normalny rozwój. Wciąż czekamy na dopuszczenie do sprzedaży Olesoxime, które u pozostałych chorych zatrzyma chorobę do czasu opracowania skutecznego leku na SMA dla wszystkich. Oby 2016 przyniósł w tym temacie dobre wieści!

Drodzy Czytelnicy Preclowej

Na Nowy 2016 rok życzymy Wam spokoju i pogody ducha. Zdrowia oraz pracy. Bo gdy te rzeczy ma się na składzie reszta jakoś się ułoży.

No i żeby wolniej było :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Jednak warto pisać listy do Świętego Mikołaja. Wygląda na to, że Mikołaj je czyta i czasem, gdy dziecko jest bardzo, ale to bardzo grzeczne przysyła Zastępstwo.

W naszym przypadku Zastępstwem była cała klasa I E z IX Liceum Ogólnokształcącego imienia Klementyny Hoffmanowej w Warszawie, która za zebrane w celach charytatywnych pieniążki sprawiła Szymonowi mnóstwo radości.

Przede wszystkim Precel dostał (chyba awansem :P) prawdziwą licealną bluzę oraz życzenia od całej klasy:

Prawdziwe emocje wzbudził Miecz Świetlny. Niebieski. Bo tym walczą Ci Dobrzy:

(Wypieki oraz zabawy trwają do tej pory).

Wisienką na torcie jest to małe urządzonko, które całkiem niedawno zaprzątnęło preclową głowę, stając się potrzebą pierwszego rzędu:

Matka nawet nie przypuszczała, że jej dziesięcioletni syn będzie tak bardzo marzył o zwykłej elektronicznej niani, która pozwoli mu na bezpieczne zamknięcie się w oddzielnym pokoju i zapewni możliwość wezwania w każdej chwili pomocy. Potrzeba separacji od rodziców w oddzielnym pomieszczeniu wieszczy chyba rychły początek trudnego wieku nastoletniego. Dzięki niani nie będziemy dostawać zawału serca za każdym razem, gdy Precel zażąda zamknięcia drzwi.

Bardzo dziękujemy całej Klasie 1 E i wszystkim zaangażowanym w przygotowanie Mikołajowej niespodzianki za tę wspaniałą prezentową inicjatywę.

Matka jest szczególnie wzruszona, bo jakieś sto lat temu spędziła całe cztery lata w murach owego szacownego liceum. I jak tu nie sądzić, że historia zatacza kółka?

piątek, 20 listopada 2015

Pod ostatnim wpisem zapytano nas jak się układają dni z nowym domownikiem.

Otóż Moi Drodzy, jak zwykle wizje nijak się mają do rzeczywistości. A wizje życia z kotem w naszym domu były dwie:

Wizja pierwsza: kot skaczący po półkach w kuchni i ruinujący rodowe szkła w postaci kolekcji kufli Ojca oraz kompletu kieliszków do wina z Ikea.

Wizja druga: to puchata mrucząca kulka przytulająca się do człowieka w długie jesienne wieczory.

Wizje wizjami, a rzeczywistość jest taka:

Po pierwsze kot dużo śpi, czym niezmiernie rozczarowuje Precla. Bo Precel chciałby mieć kontakt z kotem. A kot ma w kontakty odwłoku i śpi.

Po drugie, gdy kot nie śpi, to włącza pięćdziesiąty bieg i szaleje. Raz jest w łazience, raz w sypialni, by po chwili z impetem wskoczyć na kanapę. Atakuje znienacka stopy, sznurowadła i spodnie. Bezwzględnie i bez litości. Ta ruchliwość powoduje lawinę pytań ze strony Szymona brzmiących jednoznacznie "Gdzie jest Padme?" nadawanych z kilkuminutową częstotliwością. Cierpliwość nam się kończy.

Po trzecie, kulka owszem się przytula, ale po to by po włączeniu traktorka i wylizania dłoni, za chwilę potraktować domownika jako gryzak i drapak w jednym.

Po piąte jak pisałam na facebooku - z dnia na dzień kot wskakuje na coraz wyższe poziomy, by pewnego dnia osiągnąć level 3 czyli preclowe łóżko.

No i tu dochodzimy do relacji Precel - Padme.

Padme mądrym zwierzęciem jest, gdyż mimo swojej ruchliwości i dziecięcej chęci do drapania i gryzienia czego popadnie, Precla nawet nie tknęła. Włazi na kanapę i wciska się pod preclową pachę, mruczy i terkocze, ale zęby i pazury pozostają schowane.

Wyjątkiem jest preclowy PEG, który tak bardzo ją fascynuje, że nakarmienie Szymona przy kocie jest nie lada wyzwaniem. Bo PEG to świetna rzecz do pacnięcia łapą albo podgryzienia. No więc uczymy kota: kocie nie rusz PEGa, kocie nie dla ciebie.

Z tego też powodu kot dostał eksmisję z naszej sypialni, a Precel oprócz codziennego sprawdzania czy respi jest podłączone do prądu sprawdza teraz czy Padme została wyniesiona z pokoju i czy drzwi są szczelnie zamknięte.

Nie mniej jednak damy radę wychować to zwariowane kocie dziecko.

Początki mimo, że prawo jazdy na kotach dopiero zdobywamy są obiecujące. No i ślicznie razem wyglądają prawda?


 

 

niedziela, 20 września 2015

Nasze niejedzące paszczą i nie znające smaków, karmione w 50% dietą przemysłową dziecko, wstaje co niedzielę rano, aby obejrzeć premierę programu "Wiem co jem".

Patrzy w ekran jak zaczarowany.

Nie nadążam.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21