Zapiski na kolanie o Preclu i o potworze zwanym SMA, , zawierające nasze osobiste pomysły i doświadczenia z życia z niepełnosprawnym ruchowo dzieckiem. Uwaga: wszelkie metody, doświadczenia i komentarze przedstawione w blogu stanowią osobiste doświadczenia i odczucia naszej Rodziny i nie stanowią naukowej podstawy do prowadzenia dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni. Blog jest chroniony osobistymi prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie jego zawartości lub wykorzystywanie pomysłów na wpis bez zgody Autorów bloga jest sprzeczne z prawem.
Archiwum
Zakładki:
01. Aby Pomóc Szymkowi...
02. Co to jest Potwór?
03. Do Strony o SMA
04. Księga Gości
05. Napisz do nas
06. English
07. Precel w mediach
08. Tu nam pomagają
Dzieci
Forum
Inicjatywy
Inni vs reszta świata
Nasze miasto a w nim
Po drugiej stronie barykady
Rodzinnie i przyjacielsko
Z pasją....
Z SMA w Polsce
Zakurzone
Tagi
Locations of visitors to this page
poniedziałek, 30 stycznia 2012

Kto kiedykolwiek wychowywał nastolatka wie jakie to trudne i ile wymaga świętej anielskiej cierpliwości.

Wie też, że każdą komunikację do młodego człowieka należy kierować po kilkanaście razy - tak aby nastąpił odbiór a ewentualne polecenie/prośba została wykonana.

Można powiedzieć, że notoryczne niesłuchanie to kwestia wychowania i karności (i tu pewnie polegliśmy jako rodzice), można też podnieść tezę, że to kwestia etapu buntu. Albo poziomu zakręcenia.

Maksiuta jest w fazie negocjowania prawie każdej czynności życiowej - od zabiegów higienicznych począwszy na nauce skończywszy. I jest całkiem w tych negocjacjach (a raczej w przeciąganiu czasu wykonania danej rzeczy) niezły.

A my z naszej strony zyskaliśmy niespodziewanego sprzymierzeńca (choć myślę, że nie jest to tak do końca pozytywne zjawisko).

Bo odkąd Precel nauczył się mówić trenuje się w maksymalnej upierdliwości.

"Pacha. Żarówka (się przepaliła)". "Paaa-cha. Żarówka". "Żarówka. Pa-cha" (i tak ze sto razy do skutku)

W wersji maksiutowej wygląda to tak:

"Maks - idź do kąpieli/zjedz obiad/załóż piżamę/zrób lekcje"."Maks do kąpieli." "Maks." "Maks" (bo dobrze wie skubany, że jak brat odrobi już te lekcje to przyjdzie do Precla z laptopem i będzie grał).

Po stopięćdziesiątym "Maks" Maksiuta wymięka.

PS. Wczoraj zarezerwowaliśmy sobie na majowy weekend pokój w Berlinie. Po dalszej korespondencji okazało się, że mimo nowoczesnego wyglądu budynku i zapewnienia że jest winda akurat zarezerwowany przez nas pokój znajduje się na półpiętrze. Po początkowej euforii czuję się trochę rozczarowana.

środa, 25 stycznia 2012

Pamiętacie wpis o zaprzestaniu uporczywej terapii?

Śpieszę donieść, że Wypowiedzi Czytelników Preclowej zostały użyte w dyskusji na ten temat w najnowszej Polityce (4/2012).

W artykule Agnieszki Sowy pt "Za wcześnie by żyć" całkiem nieźle wyrażono nasze obawy co do stosowania wytycznych o zaprzestaniu uporczywej terapii u dzieci respiratorowych.

Myślę, że to bardzo ważna informacja. Wygląda na to, że bierze się pod uwagę nasze opinie w tym temacie.

Serdecznie Wam gratuluję i dziękuję!

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Nie trzeba gwiazdki z nieba. Wystarczy zaproszenie od Zuzi - koleżanki z przedszkola na urodziny. Do Muzeum Ewolucji. A tam było dużo, jak to mówi Precel: "arrrrrrrr".

Naprawdę zrobiło nam się niezwykle, kiedy Zuza przywędrowała na domowe zajęcia z Szymonem z zaproszeniem. Szymon czy chce czy nie chce staje się powoli częścią grupy, na tyle na ile pozwala na to wiek jego kolegów i możliwości Precla (w praktyce wygląda to tak, że każde z dziką radością się z nim wita a za 3 minuty pędzi gdzieś indziej a potem znów wraca by mu coś pokazać).

Impreza imprezą, najważniejsze było to, że dzieciaki mogły sobie owe "arrrrr" podotykać. Dotykały zarówno modele, jak i naj-praw-dziw-szą kość Zauropoda. Szymon przez dwie godziny miał minę jakby dostał gwiazdkę z nieba.

Zdjęć dzieciaków tradycyjnie nie umieszczam aby nikt nie miał pretensji. Mogę za to umieścić zdjęcia z macania:

Precel i noga brata T.Rexa (zabijcie mnie nazwy nie pamiętam):

Precel i Stegozaur:

A to ta naj-praw-dziw-sza kość:

Ale suma summarum duże wrażenie na Szymonie zrobiło również samo miejsce:

PS. Z ciekawostek przyrodniczych: do Pałacu Młodzieży, gdzie mieściło się Muzeum prowadził podjazd (hurra!) a potem przy samych schodach do wejścia tkwiła winda (też hurra!). Aby windę uruchomić, należało wejść po schodach do Pałacu Młodzieży i poprosić Pana Dozorcę aby wyszedł i przy pomocy 2 (sic!) kluczy uruchomił windę. Muzeum znajduje się poziom poniżej parteru i 15 schodków też.

piątek, 20 stycznia 2012

Teraz zrobię antyreklamę. Całkiem serio. Wkurzają mnie sytuacje kiedy Duży Może Więcej, a szary obywatel bez prawnika u boku może sobie najwyżej poskakać jak piłeczka pingpongowa.

Jakiś czas temu pisałam o swoich przejściach z firmą koordynującą publikację reklam na blogach (w tym na bloxie), ale nie opisałam kulisów całej tej sytuacji.

Moja wina, bądź nie, nie jest tematem tego wpisu. Tematem jest kara i regulamin.

Po tym jak AdTaily ciut przed świętami Bożego Narodzenia napisało mi, że postępuję niezgodnie z regulaminem powinno zastosować wobec mnie sankcje przez ten regulamin (stan na grudzień) przewidziane tj. nałożenie kary wysokości 3 krotnego wynagrodzenia za zafałszowaną kampanię.

W tym czasie: zablokowano mi i zabrano wszystkie środki uzbierane na koncie (byłabym świnią pisząc, że akurat właśnie w grudniu nie chciałam tych pieniędzy przeznaczyć na waciki tylko na życie, ale nie napiszę) oraz zablokowano wyświetlanie określonego rodzaju reklamy na wszystkich zgłoszonych przeze mnie serwisach (potem się zreflektowano i zablokowano tylko preclową).

Moja prośba o podanie, która z kampanii reklamowych została przeze mnie sfałszowana i wyliczenie dokładnej kary (przypominam 3-krotność wynagrodzenia za konkretną kampanię) oraz pytanie dlaczego zablokowano mi wyświetlanie reklam na Preclowej od miesiąca pozostała bez odpowiedzi. Zakwestionowałam też kilka innych punktów regulaminu, które moim zdaniem wydały się niejasne i zaproponowałam poddanie się regulaminowej karze oraz rodzaj zadośćuczynienia. Cisza.

I pewnie bym o tym nie pisała (w sumie wstyd przyznać się, że wyszłam na oszusta), gdyby nie to, że tadam tadam, w dniu 19 stycznia AdTaily po cichu zaktualizował regulamin dokładnie o te punkty, które zakwestionowałam czyli min o karze przepadku całości uzbieranej kwoty na koncie.

Zapisu o karnym blokowaniu wyświetlania reklam na koncie w regulaminie nie ma do tej pory (ale głowę dam, że się zaraz pojawi).

Jakim cudem w grudniu obciążono mnie karą z regulaminu ważnego od 19 stycznia nie wiem. Pewnie dla co poniektórych prawo działa wstecz.

Wiem tylko, że jako mały wydawca, który nieumyślnie popełnił błąd (co mnie oczywiście nie tłumaczy) zostałam przez Ad Taily olana ciepłym moczem. Zrobiono co chciano, zasłaniając się przy tym regulaminem, który jak widać czasem działa w jedną stronę.

Nie mam siły się dalej z nimi wykłócać (zresztą komunikacja jednostronna kiepsko się do tego nadaje) bo mam ważniejsze sprawy na głowie.

Ale zostawiam przestrogę - nawet czytanie regulaminów czasem jest psu na budę. Mało komu będzie się chciało wikłać prawnika w sprawę z firmą za utracone 200 złotych. I pewnie ta świadomość znacznie pomaga Dużemu w takich sytuacjach.

Chciałam tylko przytoczyć pewną marketingową mądrość mówiącą, że jeden niezadowolony klient może przynieść 100 razy więcej szkody niż 100 zadowolonych pożytku. W Polsce jeszcze mało kto to zdanie rozumie.

Zresztą zaczynam dochodzić do wniosku, że zbyt  duża ilość reklam na blogu to straszny obciach. Nie po to się je pisze prawda?

12:23, gofer73
Link Komentarze (27) »
wtorek, 17 stycznia 2012

Ojciec z Preclem toczą bój o pilota telewizyjnego. Każdy twierdzi, że to właśnie jego program jest najważniejszy.

"No i powiedz Szymon" - mówi Ojciec -"A niby czemu mam Ci ustąpić".

"Bo ja jestem chory. Na SMA".

Kurtyna.

PS. Precel wczoraj dostał od koleżanki z przedszkola najprawdziwsze zaproszenie na najprawdziwsze urodziny w Muzeum Ewolucji.

Wiecie co jest na topie u 5 latek? (podobno ma być różowe i błyszczące). 

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Opracowanie "Nutrition Basics" wymienia następujące problemy związane z żywieniem osób chorych na rdzeniowy zanik mięśni:

Problemy z karmieniem -  w zależności od typu oraz przebiegu choroby problemy z karmieniem mogą dotyczyć żucia, przełykania oraz ksztuszenia się jedzeniem. Wyzwania: otwieranie ust, gryzienie, kontrola języka, kontrola głowy i jej ułożenie, słabość mięśni twarzy, zmęczenie mięśni odpowiedzialnych za żucie.

Aspiracja pokarmu do płuc - wprowadzenie niewielkich ilości pokarmu lub cieczy do tchawicy zamiast do przełyku. Wyzwania: aspiracja pokarmu może też następować w drodze cofania się treści żołądka. Zjawisko to może powodować zapalenie płuc/ trudności w oddychaniu. Groźna jest tzw. cicha aspiracja - czyli wciąganie pokarmu do płuc bez wyraźnych zewnętrznych objawów (ksztuszenie się, kaszel).

Dyskomfort w obrębie jamy brzusznej - biegunka, wzdęcia, wymioty po przyjęciu pokarmu, nieświeży oddech. Może przyczynić się do niedożywienia.

Niedożywienie - trudność w przybieraniu na wadze jest charakterystyczna dla SMA typ I, możliwa dla SMA typ II. Skutki: zwiększone ryzyko infekcji, trudność w gojeniu ran, zwiększona podatność na odleżyny.

Otyłość - najczęściej spotykana u łagodniejszego typu II oraz typu III. Może utrudnić opiekę nad chorym i pogorszyć komfort życia. Zwiększa ryzyko cukrzycy i nadciśnienia tętniczego.

Choroba refluksowa przełyku - najczęściej spotykana w SMA typ I, rzadziej w innych typach choroby. Zwiększa ryzyko aspiracji do płuc, bolesna.

Zaparcia - związane z obniżonym przyjmowaniem błonnika i/lub niewystarczającym poborem płynów.

Przerost drożdży - to efekt nierównowagi flory bakteryjnej organizmu. Objawy zawierają: pleśniawki, pomarańczowe zabarwienie pod brwiami, włosami i wokół gastrostomii. Dłonie i stopy o zapachu sera. Może przyczynić się do nadmiernego pocenia się, wzdęć i zaparć.

Kłopoty z poziomem cukru we krwi - spotykane u dzieci z SMA typ I jako efekt tzw. przedłużonego fastingu (fasting -to termin określający w tym przypadku reakcję organizmu na zbyt długą przerwę w karmieniu. Czytałam iż zaleca się, by najdłuższa przerwa pomiędzy posiłkami u dorosłego chorego na SMA trwała max. 8 godzin, u dziecka 6 godzin). Cukier jest bezpośrednim źródłem energii. Jeśli poziom cukru jest zbyt niski, organizm może zniszczyć mięśnie w celu wyzwolenia energii.

I to chyba najważniejsze rzeczy dotyczące żywienia w SMA. Pamiętajcie, że bez konsultacji u lekarza gastrologa lub dietetyka się nie obejdzie.

sobota, 14 stycznia 2012

Po przeczytaniu wydawnictwa, o którym pisałam w poprzednim wpisie (link do pełnego tłumaczenia znajdziecie w komentarzach pod nim), chciałam napisać o dwóch, chyba najważniejszych tematach, które porusza to opracowanie.

Pierwszym jest zapotrzebowanie kaloryczne w SMA - temat, który mnie nurtował od najmłodszego wieku Precla. Ile musi zjeść aby nie zginąć? Czy mogę oceniać jego przybieranie na wadze tak jak u zdrowego dziecka?

Powtarzam za wydawnictwem:

"Niemowlęta i dzieci z SMA są mniej aktywne, mają mniejszą masę mięśniową i używają mniej energii. Dlatego potrzebują mniej kalorii. Ta mniejsza ilośc jest potrzebna do zachowania akceptowalnego wzrostu wagi oraz wzrostu (...)

Każde dziecko jest inne, ale możesz założyć, że twoje dziecko prawdopodobnie potrzebuje 20 do 50 procent mniej kalorii niż dziecko bez SMA (wyjątkiem mogą być dzieci z SMA 3, które się bardziej ruszają). Celuj w 10-20 % kalorii pochodzących z białek. To pozwoli twojemu dziecku utrzymać się gdzieś pomiędzy 3 a 25 centylem w siatkach centylowych przewidzianych dla zdrowych dzieci." 

Sprawdza się to z tym co cały czas słyszę od naszego lekarza - tak naprawdę Szymon zużywa energię wyłącznie na oddychanie i na trawienie. Nie ma więc sensu obciążać go zbędnymi kaloriami, bo jeśli stanie się tak, ze przytyje, a raczej zbuduje tkankę tłuszczową,  jego ciału będzie o wiele trudniej się ruszać, co może pogroszyć zanik mięśni.

Uwaga - kalorie kaloriami, ale nie należy zapominać o podawaniu wystarczającej ilości płynów. Dzieci z SMA pocą się ponad przeciętną, te które nie łykają ślinią się niemożebnie, tak więc bardzo dużo płynów ucieka z ich organizmów. Ważne jest aby tym dzieciom, które łykają podawać płyny o odpowiedniej konsystencji (sugerowana gęstość koktajlu mlecznego) tak aby uniknąć aspiracji płynu do płuc. U leżących dzieci można też po karmieniu zachować pozycję nachyloną 20-30 stopni do podłoża co redukuje ryzyko przedostania się pokarmu do płuc.

Należy też pamiętać, że tzw siatki centylowe nie są najlepszym sposobem do oceny jakości odżywiania dziecka z SMA - ulotka proponuje szereg badań by ocenić czy dziecko jest prawidłowo odżywiane, z tego co wiem w Polsce dość powszechną metodą są po prostu badania krwi. 

Drugim tematem, o którym chciałam napisać są wyzwania związane z karmieniem dziecka z SMA ale o tym w kolejnym wpisie. 

czwartek, 12 stycznia 2012

Nakładem FSMA amerykańskiej organizacji zrzeszającej pacjentów z SMA i ich rodziny ukazała się książeczka pt "Nutrition Basics" w przystępny sposób opisująca podstawowe zasady żywienia chorych na SMA oraz główne problemy związane z tą sferą życia.

Wstępny przegląd tego wydawnictwa ujawnia następujące tematy w niej poruszone i dotyczące wszystkich typów choroby:

-jak ważne jest odpowiednie żywienie osób chorych na rdzeniowy zanik mięśni

-podstawowe schorzenia/ problemy żywieniowe pojawiające się przy SMA

-metody oceny czy dziecko jest dobrze odżywione

-zarządzanie żywieniem w SMA

-odżywianie poprzez sondy, gastrostomię

-wyzwania przy karmieniu (reflux, absorpcja treści do płuc, zatwardzenia, żywienie podczas infekcji)

-kwestie niedożywienia i przekarmiania. 

Wersja elektroniczna (po angielsku) jest do pobrania tutaj

W weekend postaram się przez nią nieco dokładniej przebrnąć, to może coś potłumaczę :) 

Aktualizacja z piątku - dzięki jednemu z Czytelników Preclowej - link do całkiem niezłego tłumaczenia znajdziecie w komentarzach pod tym wpisem.

 

wtorek, 10 stycznia 2012

Dziś odbyła się inauguracja domowych zajęć przedszkolnych Precla.

Pomysł jest taki aby dwa razy w tygodniu wraz z Panią Nauczycielką na zajęcia do naszego mieszkania przychodziły dzieci z przedszkola, po to by nie przerywać preclowego procesu socjalizacji z rówieśnikami.

Pierwsze wrażenia Ojca są takie, że Precel w domu jest bardziej słyszalny a przez to bardziej zauważalny przez Panią.  W sumie nic dziwnego - w Zielonym Latawcu był jednym z kilkanaściorga dzieci w grupie, do tego najmniej hałasującym.

Jak podejrzewam zbilansowanie wizyt w przedszkolu gdzie Szymon ma kontakt z całą grupą z nauką indywidualną podczas której Pani Nauczycielka ma okazję lepiej poznać swojego ucznia, a uczeń się wykazać byłoby pewnie idealnym modelem nauki dla młodych ludzi takich jak Precel.

Całe to przedsięwzięcie wymagało niezłej gimnastyki ze strony Pań z Zielonego Latawca, które musiały tak ustawić zajęcia z angielskim włącznie, aby dzieci odwiedzające Szymona nie uczyły się tego samego u nas w domu i w przedszkolu.

Dziś byli u nas Julka i Maciek. Zajęcia trochę zdezorganizowała ciekawość nowego miejsca, jaką przejawili koledzy Szymona, ale jak to się mówi pierwsze koty za płoty. Szymon był zadowolony.

A my czekamy na więcej.

PS. No i nie można zapomnieć o Rodzicach Julki i Maćka, którzy wyrazili zgodę na ten swoisty eksperyment edukacyjny.

piątek, 06 stycznia 2012

Proszę Państwa oto:

Chustka

Zaczęłam czytać jej blog podczas zeszłorocznej edycji konkursu Blog Roku i szczerze uważam ją za wielką zeszłoroczną przegraną. Do dziś żałuję, że nie przeszła do kolejnego etapu, w którym jakiś juror mógłby docenić jej niewątpliwy talent.

Bo mimo tematyki bloga, która dla wielu byłaby dyskusyjna - blog Chustki jest naprawdę świetnie prowadzony.

Nie jestem człowiekiem, który z wypiekami na policzkach śledzącymi czyjeś zmagania z losem, ale ta twardość z jaką pisze o swojej chorobie, specyficzne poczucie humoru sprawia, że bardzo często tam zaglądam... i zwyczajnie po ludzku zaczynam się martwić.

A teraz popatrzcie na banerek reklamowy w górnym lewym rogu preclowej.

Jest to zapewne jedyny i ostatni baner reklamowy na tej stronie w ramach tej usługi, gdyż wg firmy koordynującej publikację reklam mówienie ludziom aby w nie klikali jest zbrodnią podlegającą surowym karom, sądowi albo nawet i ucięciu głowy.

Banerek ten będzie wisiał na preclowej tak długo jak będzie potrzeba.

Klikajcie w Chustkę, czytajcie i pomagajcie sfinansować jej lek, który być może załatwi rakelę na amen.

Życie czeka.

11:23, gofer73
Link Komentarze (19) »
środa, 04 stycznia 2012

Od dłuższego czasu każda wizyta w naszym domu pracownika Zespołu Domowego Leczenia Respiratorem musi być dokładnie przez niego opisana w specjalnym zeszyciku i opatrzona podpisem (pieczątką pewnie też).

Od tego roku każdą wizytę lekarza bądź pielęgniarki my, rodzice Beneficjenta Programu Domowej Wentylacji będziemy musieli potwierdzić swoim własnoręcznym podpisem.

To wszystko pewnie później  zostanie w czeluściach NFZtu dokładnie przejrzane, zweryfikowane i skontrolowane. Do tego celu NFZ zatrudni pewnie kilka urzędniczek oraz wynajmie olbrzymią przestrzeń magazynową do gromadzenia dokumentacji.

Po takiej kontroli NFZ zapewne podejmie werdykt, czy za konkretną wizytę u preclowej rodziny przeleje pieniądze Hospicjum w ramach podpisanego kontraktu czy też Hospicjum zostanie bez kasy za to z pacjentami, których przecież z powodu braku środków finansowych nie może wyrzucić na bruk.

Bo zawsze jakaś pieczątka może być nie tak odciśnięta.

Albo podpis złożony nie takim kolorem długopisu.

Albo Rodzic/Lekarz/Pielęgniarka (wybrać właściwe) podpisał się nie w tej rubryczce co potrzeba.

NFZ wychodzi z założenia, że każdy Polak to pijak. A że każdy pijak to złodziej to każdy Polak to złodziej i kropka.

I dlatego trzeba NFZ udowadniać swoją niewinność.

Nieważne, że się dogorywa na raka albo leży latami bez możliwości poruszenia palcem i własnego oddechu. Przecież można w zmowie z lekarzem lub pielęgniarką naciągać nasze Państwo na dwa albo trzy respiratory. Albo na waciki wtykane pod tracheotomię. Albo na leki, które pozwalają zasnąć bez bólu. Albo nie wiadomo na co. Bo człowiek przewlekle chory lub umierający sprytny jest i basta. I zdaniem NFZ trzeba mu ten spryt wybić z głowy. Pracownikom takich przybytków też, bo pewnie podjęli tę trudną i obciążającą psychicznie pracę wyłącznie dla korzyści materialnych a nie z chęci ulżenia w cierpieniu.

Czy naprawdę nie lepiej przeznaczyć pieniądze wydawane na kontrolowanie w miarę sprawnie działającego systemu domowej wentylacji na zwiększenie liczby kontraktów, tak by z leczenia respiratorem mogły skorzystać wszystkie dzieci chorujące na zanik mięśni a nie tylko te, które wg NFZ się do tego leczenia kwalifikują (czyli tłumacząc po naszemu - które mają poważne problemy z samodzielnym oddychaniem i to właśnie przez brak nieinwazyjnego wsparcia oddechu)?

Kombinacja słów "złodziej" i "hospicjum" nie mieści się w moim moralnym poczuciu rzeczywistości.

Ale chyba tylko mnie....

Suplement z czwartku - polecam również lekturę tego wpisu, który jasno udowadnia, że NFZ nic nie musi. Nawet wobec osób, które bez fachowej, zakontraktowanej pomocy mogą po prostu nie przeżyć.

PS. sprawy ze sprawdzaniem ubezpieczenia zdrowotnego nawet nie komentuję. Każdy średnio rozgarnięty informatyk wpadłby na pomysł skonstruowania bazy danych ubezpieczonych, gdzie po nr pesel można by sprawdzić czy delikwent ma opłaconą składkę czy nie. Dla mnie brak tej bazy jest tak samo absurdalny jak przerzucenie odpowiedzialności za sprawdzanie ubezpieczenia na bogu ducha winnych lekarzy.

wtorek, 03 stycznia 2012

Sylwestra spędziliśmy statycznie wałęsając się pomiędzy telewizorem a laptopem gdzie powolutku toczyła się wirtualna imprezka na FB (Imprezowiczom bardzo dziękuję za towarzystwo - trzeba to będzie kiedyś powtórzyć).

Precel nosił się z zamiarem doczekania do północy. Nosił się tak do 22:00 kiedy zażądał zaniesienia do łóżka. I padł. Nawet całe stado petard odpalanych pod naszymi oknami raz za razem nie zdołało namówić go do zmiany zdania.

Ja w sylwestrową noc nomen omen wypatrzyłam na swojej czuprynie włosowego mutanta. Drań śmiał się pojawić niespodziewanie i to do tego cały biały. Nastroiło mnie to trochę filozoficznie i zasiało wewnętrzny niepokój bo w sumie jesteśmy o rok starsi i takie tam głupoty związane z poczuciem przemijania. Ojciec przytomnie poradził abym po prostu włosa ufarbowała, bo miliardy kobiet tak robi więc czemu miałabym być wyjątkiem.

Dziś podjęłam męską decyzję, że póki co wytnę dziada i zapomnę o sprawie, bo co z oczu to i z serca. 

Potem był Nowy Rok, który przemknął nawet nie wiem kiedy i na szczęście znów rozpoczęło się normalne życie.

Chyba normalne, bo aż strach włączać Wiadomości. Ojciec przezornie ma wykupiony zapas leków przeciwcukrzycowych i pasków do glukometra na dwa miesiące z góry, ale co z Preclowym preparatem mlekozastępczym nie mam pojęcia - do tej pory był na 50% a i tak puszka kosztowała grubo ponad 16 złotych. Zobaczymy w styczniu gdy pobiegnę do pediatry po receptę.

Co w związku z Nowym Rokiem? 

W tym roku czeka nas koniec ojcowego urlopu wychowawczego i przejście na zasiłek pielęgnacyjny.

Musimy podjąć też dwie decyzje co do edukacji - Maksiutowej (gimnazjum) i Preclowej (dalej zerówka czy już może pierwsza klasa).

Ja podjęłam się udziału w tej akcji.  Chyba tylko po to, by dowiedzieć się dlaczego nigdy nie znajdę czasu na napisanie książki.

A za oknem mamy zmodyfikowaną wiosnę. Niedługo przyroda zwariuje i zarządzi pączkowanie.

Jakoś wcale mi to nie przeszkadza :)