|
|
Blog > Komentarze do wpisu
I co dalej Panie Dangel?Jeden z rodziców chorych dzieci powiesił ostatnio na forum ten dokument spłodzony pod kierownictwem Dr. Tomasza Dangela od lat związanego z Warszawskim Hospicjum Dla Dzieci. Wierzę, że intencje jego powstania były dobre nie mniej jednak jako matka przewlekle chorego dziecka czytając te wytyczne dla lekarzy dotyczące wycofywania się z uporczywego leczenia podtrzymującego życie u dzieci zaczynam się bać. Bać, bo zgodnie z definicjami tam zawartymi moje dziecko jest poddawane uporczywej terapii, której nie należy przedłużać. Bać, bo dokument wykorzystując cytaty przedstawicieli Kościoła Katolickiego sugeruje, że leczenie repiratorem jest formą uporczywej terapii, na której przerwanie daje przyzwolenie zarówno prawne jak i moralne. Bać, że kiedyś trafię z Preclem na lekarza, zwolennika owych wytycznych, który się do nich zastosuje. Bać, że gdy już okrzykniemy leczenie respiratorem formą uporczywej terapii jakiś urzędas z NFZ wpadnie na pomysł zaprzestania finansowania tej fanaberii rodziców i co poniektórych lekarzy jakim jest program domowej wentylacji dla dzieci. Szanowny Panie Dangel Coś mi się wydaje, że wrzucił Pan do jednego wora zbyt wiele przypadków i zbyt skupił się na umieraniu a nie na życiu. I boję się Pańskich wytycznych, nawet gdy powstały one ze szczerego serca. Boję się, bo w dokumencie pomyślał Pan o wszystkim, ale zapomniał, że dla co poniektórych dzieci oprócz respiratora i sond do karmienia ważna jest jeszcze ciekawość i poznawanie świata i edukacja, która nadaje sens ich życiu. Że nie każdy stan chorobowy jest okupiany codziennym cierpieniem, nawet gdy podpada pod Pańskie definicje. Czy pomyślał Pan co się dalej może dziać, gdy lekarze nie do końca znając wszelkie niuanse życia pod respiratorem zaczną się stosować do Pańskich zaleceń i to nie wtedy gdy dziecko znajdzie się w fazie terminalnej? Żyjemy w kraju, w którym prawo chroniąc nienarodzone dzieci właściwie wiąże ręce rodzicom dzieci chorych genetycznie, a Pan pisze, że utrzymywanie przy życiu takiego ale narodzonego już dziecka jest uporczywą terapią i to w świetle nauk Kościoła. Gdzie tu sens? Gdzie tu wskazanie właściwej drogi? Większość z rodziców śmiertelnie chorych dzieci, wie kiedy dać im odejść. I nie potrzebuje do tego dokumentów tego typu. Proszę z całego serca dać temu spokój.
środa, 25 maja 2011, gofer73
TrackBack
Komentarze
Gość: Kamyś, 178-37-119-219.adsl.inetia.pl
2011/05/25 22:35:29
to smutne, że to, co dla nas jest życiem dla innych schodzi tylko do rangi uporczywego utrzymywania go. przecież czerpiemy z każdego sztucznego oddechu wszystko, co najlepsze.
Gość: AniaT., h82-143-162-114-static.e-wro.net.pl
2011/05/25 22:50:01
Nie rozumiem chęci skrócenia komuś życia w imię skrócenia jego cierpień . Medycyna i nauka po to idą do przodu , aby życie przedłużać , aby robić wszystko by człowiek żył .
I co to znaczy : wycofywanie się z uporczywego leczenia? Za chwile uporczywym leczeniem będzie leczenie każdej dłuższej choroby ....
Gość: judyta, public133702.xdsl.centertel.pl
2011/05/26 10:46:12
DLA MNIE OSOBIŚCIE TEN DOKUMENT JEST BEZ SENSU!!!
JEST POZBAWIONY "RZECZYWISTOŚCI" JEST BARDZO KRZYWDZĄCY NA WIELU PŁASZCZYZNACH PISAŁO GO TYLE UTYTUŁOWANYCH OSÓB, ALE ILE W NICH CZŁOWIECZEŃSTWA? 2011/05/26 10:48:16
To stąpanie po bardzo kruchym lodzie. Tez jestem przeciwko tego typu dokumentom. Tak łatwo jest odebrać życie, tak łatwo się pomylić, a powrotu już nie ma!
Gość: orian, 77-253-5-2.adsl.inetia.pl
2011/05/26 11:31:12
Rozumiem Wasze oburzenie, ale na drugim biegunie znajdują się historie takie jak ta:
wyborcza.pl/1,75248,9660902,Pozwolcie_mu_umrzec.html Tak jak autorka bloga napisała, po prostu wszystkie przypadki nieszczęśliwie wrzucono do jednego worka.
Gość: mada, 088156068053.radom.vectranet.pl
2011/05/26 12:17:14
Dokument dotyczy sytuacji ekstremalnych i dramatycznych. Sam w sobie nie wydaje mi się bulwersujący czy nieludzki: "Zaprzestanie uporczywej terapii respiratorem - w ściśle określonych przypadkach - powinno następować na podstawie konsensusu osiąganego przez zespół leczący oraz rodziców i chore dziecko." Czyli podstawą jest uszanowanie woli rodziców i dziecka.
Ale obawy Gofer nie są bezpodstawne i wynikają, jak sądzę, z uzasadnionego braku zaufania do interpretacji i realizacji prawa w naszym kraju. Niestety, jakże często słuszne przepisy w praktyce wykańczają ludzi, jeśli nie mają siły, żeby walczyć z absurdami. Dlatego wszystkie obawy związane z tym dokumentem powinny zostać przez jego autorów wyjaśnione.
Gość: Kaisa, 77-253-59-199.adsl.inetia.pl
2011/05/26 12:30:16
Rehabilitacja on-line i komputer z ekranem dotykownym wypożyczany pacjentowi, to wszystko dostępne w Warszawie, może Precel mógłby na tym skorzystać: wiadomosci.wp.pl/kat,1515,title,Innowacyjna-rehabilitacja-on-line,wid,13444023,wiadomosc_prasa.html
2011/05/26 14:04:39
Doskonale rozumiem Twoja nieufnośc podszytą strachem o interpretacje owych "Wytycznych".
Nasze dzieci respiratorowe na codzień nie cierpią, nie są w stanie terminalnym, ale w czasie ostrej infekcji sytuacja wyglada często dramatycznie, i jak wtedy trafi się na lekarza stosującego się to Wytycznych to jest się czego bać. Ja ciągle mam stracha, że to są zakusy na likwidację wentylacji domowej jako zbyt kosztownej (bo paradoksalnie dla NFZ pacjenci sa tańsi ale dłużej żyją) 2011/05/26 14:24:53
No właśnie.
Chciałam uściślić, że nie jestem przeciwniczką zaprzestania uporczywej terapii. Ba, był już w naszym rodzinnym życiu moment, gdy dyskutowaliśmy z Ojcem zasadność jej zaprzestania wobec Precla. Już po diagnozie jeden z lekarzy jasno określił istniejącą wtedy dla nas możliwość wyboru: a) albo idziemy w wentylację domową i Precel żyje a jakość jego życia jest jaka jest b) nie robimy nic (czyli postępujemy zgodnie z instrukcją Dr. Dangela) ale powiedział nam jeszcze jedną ważną rzecz: gdy już podejmiemy decyzję o wentylowaniu Szymona od tej decyzji nie ma odwrotu - ani moralnego ani prawnego. Dlatego twierdzę, że tak sporządzony dokument, a zwlaszcza w sekcji dotyczącej leczenia respiratorem może tworzyć w praktyce niebezpieczne precedensy. Nic więcej. Zresztą, czy tego typu kwestie powinny być regulowane tak formalnym opracowaniem, czy też raczej zależec od indywidualnego przypadku? 2011/05/26 16:25:23
Gofer, czy mogę zadać strasznie nietaktowne pytanie? Napisałaś mi kedyś, że oddychanie przez respirator nie boli. Samo oddychanie nie, ale co z odsysaniem wydzieliny?
"Wystarczy nie usunąć na czas flegmy, która zbiera się w zakamarkach płuc i można się udusić. Zdrowy, oddychając normalnie, komfortowo odkaszla złogi dla niego taki sam problem, jak strzepnięcie komara. Chory, jak to z okrutną wyrazistością określa medycyna: sztucznie wentylowany, musi mieć także sztuczne odessanie flegmy. Do srebrnej rurki w szyi wkłada się cewnik i wyciąga flegmę. Z dużej strzykawki wstrzykuje się do przewodu pokarmowego zmiksowane jedzenie: tak jest szybciej i bezpieczniej. Odsysanie flegmy się czuje jakby ktoś ciągnął za trzewia. Dość brutalny zabieg inwazyjny mówi jeden z lekarzy." To samo mówił mi znajomy ratownik medyczny, trenowali osysanie na sobie, oczywiscie bez rurki tracheo, więc moze to róznica.... I co byś zrobiła, gdyby Szymon nie mógł w żaden sposób komunikowac sie z otoczeniem jak ten chłopiec? Albo gdby był przywiązany do innych oprócz respi urządzeń i wyjscie na dwór byłoby niemozliwe? albo ten przypadek: archiwum.polityka.pl/art/zapytam-o-sens-juz-tam,363879.html Oprócz respiratora inne zabiegi, zastrzyki, ciągły ból, nadwrazliwosc na światło. Oczywiscie, dorosla kobieta podjeła decyzje że chce żyć mimo tego bólu, i trzeba to uszanować. Ale gdyby chodziło o małe dzecko, które rodzice za wszelką cene chcą zatrzymac przy sobie? Oczywiscie zgadzam się z tobą, że albo wentylacja domowa albo zaprzestanie terapii. Pozostawienie dziecka na całe życie w szpitalu to znecanie się ze szczególnym okrucieństwem. 2011/05/26 22:06:23
Nie można wszystkich przypadków wrzucać do jednego worka.
Wchodząc na Preclową, widzę szczęśliwe, rozwijające się, żartujące, porozumiewające się, psocące w miarę swoich możliwości dziecko, które chce żyć. I tego się trzymajmy :) 2011/05/27 00:02:39
Najbardziej przeraża mnie możliwość rezygnacji z terapii mimo sprzeciwu rodziców i samego dziecka (napisano, że należy wziąc to pod uwagę, ale nie są one wiążące ) - to horror!!! Czy możana wyobrazic sobie odłączenie od respiratora człowieka, który protestuje?
2011/05/27 08:28:09
evita.online - obawiam się że nie zrozumiałaś tematu :( Twoje pytanie implikuje moje bardzo ekstremalne: Czy uważasz, że przykre odczucie przy odsyssaniu jest formą uporczywej terapii i powinno być powodem odłączenia 5 letniego Precla od respiratora? Oczekuję odpowiedzi: tak lub nie
2011/05/27 10:42:41
No bez żartów! Nie można, nawet teoretycznie, rozważać uśmiercenia człowieka, bo któryś z zabiegów na nim stosowany jest bolesny! Cukrzyk tez sobie wstrzykuje insulinę wielokrotnie w ciągu życia i z pewnością nie jest to przyjemne...
Gość: Mamaludzika, apn-77-115-203-153.dynamic.gprs.plus.pl
2011/05/27 11:12:32
OJ LUDZIE!
Żadna normalna kochająca matka nie może chcieć przyśpieszenia śmierci własnego dziecka! To wbrew logice uczuć. Myślałam kiedyś, że tak jest lepiej gdy się ludziom w takim stanie "skraca cierpienie", do momentu gdy sama zmierzyłam się z prowadzeniem dziecka po krawędzi śmierci. Miałam dużo czasu na rozmyślanie, od przyłączenia Ludzika do respiratora minie za chwilę rok. Trudny rok, piękny i straszny rok. Gdy stan zdrowia mojej córki drastycznie się załamał szkoda było pieniędzy NFZ na zrobienie wszystkich niezbędnych badań, by ocenić jej szanse na przyszłość. Ale przede wszystkim zabrakło rozmów o śmierci, rozmów o celu. Bo lekarze unikają i nie potrafią tego. W praktyce wygląda to tak, że moje waleczne dziecko przetrwało i zabraliśmy je z respiratorem do domu, choćby po to, czego chyba nie rozumie dr Dangel, by mogło spokojnie umrzeć w domu. I co dalej? Ktoś postanowił sobie, że Ludzik ma umrzeć i cierpieć na zapalenie płuc w domu, bo... nie ma już prawie mózgu! Lepiej go nie mieć wcale niz mieć taki pozbawiony HUMANIZMU. Jako rodzice pseudo konsylia w sprawie DNR i ustalenia śmierci mózgowej odebraliśmy jako akt znęcania się psychicznego nad nami, a nie troski o to, czy nasze dziecko cierpi niepotrzebnie w stosowaniu uporczywej terapii (np. przy odsysaniu?). Obecnie Ludzik od 2 i pół mies. przebywa w szpitalu. Tak, czasem myślę, że może jego czas powinien się skończyć prawie rok temu, szczególnie wtedy, gdy lekarze przyodziani w bezduszne maski jej dotykają. Ale moja półtoraroczna córeczka żyje i mimo, że z pozoru nie ma z nią kontaktu to wiem, że jest jeszcze jakośtam świadoma, ze jestem przy niej. Bo taka moja rola. Obowiązek, który wzięłam na siebie współżyjąc z jej ojcem w celu jej stworzenia. Problem jest tylko w tym by znaleźć dla naszych dzieci, ludzi w podobnym stanie, dla nas odpowiednią opiekę, bo takiej kompleksowej nie zapewnia nawet wentylacja domowa. A i to ktoś czai się by nam zabrać. Dzieci, ludzie z uszkodzonymi mózgami lub w śpiączkach nie mają żadnej opieki, im się pozwala tylko wegetować, to my-rodzice jesteśmy tą opieką. To należy zmieniać, a nie to, komu DNR, a komu odłączenie. My nie możemy wyjść do domu, bo w stolicy nie możemy znaleźć lekarza chętnego objąć nas opieką domową. (przy okazji, może ktoś pomoże?!) O dzieciach takich jak Precel nie chcę nawet pisać, bo znam też osobiście dzieci, które z respiratorem chodzą do szkoły. Może zorganizujemy publiczną egzekucję i odłączymy je wszystkie od maszyn? A dzieci cierpiące, np. chore na raka, to inna zupełnie sprawa. I też mam gorące obawy, że mimo szczerych intencji tego projektu, to co niektórzy lekarze, będą mieli zgodną z prawem przepustkę do szafowania życiem, tylko dlatego, że poczują, że mają nad tym władzę. Sory za tak długi wpis, ale musiałam to z siebie wyrzucić. 2011/05/27 11:37:21
Gofer73 ja wiem o co chodzi evicie, ponieważ my dorośli zanikowcy stoimy przed problemem respiratora w tle. Szymon nie miał wyboru (SAM), bo Wy rodzice podjęliście za niego taką decyzję w tym i konsekwencje (te dobre oczywiście i złe niestety też). Precyzując myślenie evity i mojego znajomego /który dusi się każdego dnia-a wciąż nie ma siły poddać się tracheo :(/Twoje pytanie należałoby postawić inaczej-mówię tu TYLKO za siebie i MOICH znajomych dorosłych.
"Czy uważasz, że przykre odczucie przy odsysaniu jest formą uporczywej terapii i powinno być powodem odłączenia 5 letniego Precla od respiratora?" My stawiamy to tak. Czy uważasz, że podłączenie do respiratora i związane z tym wszelkie konsekwencje np. dobre-bo przecież będziesz żyć dalej, ale też i przykre np.odczucie przy odsysaniu, jakość życia i inne, jest sposobem na życie i w związku z tym powinno być powodem podłączenia do respiratora? Wy jako rodzice kierowaliście się instynktownie robiąc WSZYSTKO dla dziecka, żeby żyło i ja to ROZUMIEM. Natomiast odpowiem za siebie, ja przeszłam i przechodzę tę chorobę w całej jej okropnej rozciągłości i upokorzeniu mnie jako człowieka. Nie jestem w depresji, ale też bardzo daleko mi do stanu radości z patrzenia jak się ŻYĆ POWINNO. Więcej już nie napiszę, bo kluczowe w tej dyskusji jest: 1.KTO i KIEDY ma podjąć tę decyzję czy podłączyć/odłączyć do/od respi - rodzice, dziecko, lekarz czy dorosły chory. 2.Spojrzenie perspektywiczne na chorobę w przypadku rodziców i osób które NIGDY nie miały choćby wizualnej s t y c z n o ś c i z takimi chorobami (stąd patrzą tylko do przodu i chcą, żeby dziecko żyło i też to ROZUMIEM ), a spojrzenie retrospekcyjne osób chorujących i wizja ich przyszłości... Jeśli uraziłam to przepraszam, i poproszę o spojrzenie na punkt 2 i ostatnie 6 wyrazów, potem o szczyptę empatii :) i zrozumiesz. Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze przepraszam jeśli Ciebie, albo kogoś z czytających uraziłam, nadmienię, że to TYLKO MOJE spostrzeżenia. 2011/05/27 11:50:35
bea.taa - nie uraziłaś - przecież dyskutujemy. I chyba nie chodzi o pytanie "czy" tylko raczej pytanie "kogo", "jak" i kiedy".
Na decyzję o zaprzestaniu uporczywej terapii mają wpływ rzeczy o których piszesz, ale jestem w stanie dalej stać na straży twierdzenia, że to lekarz i definicje mają decydować co jest uporczywą terapią a co nie - bo jak widać jest to sprawa indywidualna i powinna wychodzić od samego chorego jeśli jest świadomy swoich czynów. PS. Dlaczego tracheo? Na świecie stosuje się nieinwazyjną wentylację jako formę podniesienia jakości życia i przedłużenia okresu samodzielnego oddychania. Twój znajomy dusi się bojąc się tracheo - gdyby mieszkał o kilkaset km dalej i był poddany właściwej opiece przy chorbach nerwowo-mięśniowych nie miałby dylematów o których dyskutujemy. Przynajmniej w chwili obecnej... 2011/05/27 11:52:16
oczywiście miało być: "ale jestem w stanie dalej stać na straży twierdzenia, że to nie lekarz i definicje mają decydować co jest uporczywą terapią a co nie "
Gość: mama, 77-253-32-89.adsl.inetia.pl
2011/05/27 12:20:03
Evito.online - My tu rozmawiamy nie o "przypadkach i dywagacjach", lecz o żywych, czujących, pragnących żyć dzieciach i ewentualnych zagrożeniach, mogących wyniknąć z błędnej, "nadgorliwej" interpretacji raportu. Co zrobiłabyś, gdyby to chodziło o Ciebie lub o Twoje dziecko ?
Gosiu, w pełni rozumiem i popieram Twoje oburzenie. Wiesz, że odzywam się niezwykle rzadko, ale tym razem musiałam, bo mną zatrzęsło... PS. Moje dziecko też jest wentylowane sztucznie nocą, mówi WYRAŹNIE, śpiewa, wygrywa ogólnopolskie i międzynarodowe konkusy przedmiotowe, ma przyjaciół, pisze wiersze i uczy się w gimnazjum dwujęzycznym. Jest w pełni świadome ograniczeń, podejmuje samodzielnie decyzje zmniejszające ryzyko infekcji, cierpi, ale CHCE ŻYĆ i o tym mówi. 2011/05/27 13:01:04
Mamaludzika - tu mogę pewnie z Tobą polemizować. Są terminalne stany chorobowe, w którym śmierć wydaje się naprawdę najwłaściwsza. I tak jak patrzyłam na mojego dogorywającego w bólach na raka Ojca i wiedziałam że śmierć jest jego wybawieniem tak mogę założyć, że w przypadku niekótrych chorych dzieci może być tak samo.
Natomiast zgadzam się w zupełności, że wydarzenia tj. przepychanie Rodziców na siłę przez procedurę DNR bez zrozumienia tematu nigdy nie powinno mieć miejsca a dzięki dokumentowi takiemu jak ten mają szansę się nasilić 2011/05/27 14:46:09
ciężko mi, dziś żeby coś napisać bo za bardzo mnie to wszystko boli.. widziałam to i kiedyś jakieś wypowiedzi lekarzy anestezjologów...
Gość: , gaja.tpnet.pl
2011/05/27 15:49:31
Temat rzeka i nie pierwszy raz na Preclowym blogu, zgadzam się z bea.taą.
"Formułowane obecnie stwierdzenie, że lekarz w sytuacji bez szans powinien wycofać się z terapii przedłużającej życie i cierpienie dziecka" No i teraz dam czadu : CO TO ZNACZY BEZ SZANS (bo nie wie jak leczyć, bo dzisiaj nie ma lekarstwa, bo co ? ) Całe te zalecenia to takie gdybanie "powinien, uważa się, możliwe, być może" Inna sprawa to to że można się przestraszyć bo nigdy nie wiadomo na jakiego lekarza trafi się w życiu.
Gość: p, staticline17170.toya.net.pl
2011/05/27 17:38:24
trudna dyskusja...w mojej głowie często odnawiana z racji studiów medycznych, przy czym zaznaczam że akurat opieka nad nieuleczalnie chorymi dziećmi na studiach prawie nie istanieje, dlatego podchodzę do niego z całkiem innej strony ( bo ani opieki domowej, tylko szpitalnej, i w oparciu o pacjentów nieświadomych, najczęściej w podeszłym wieku)
otóż jakiś czas temu na stonie gazety ukazał się krótki artykuł, własciwie wzmianka o tym że łódzkie OIOMy są przepełnione ( głównie pacjenci starsi, po udarach, nie wybudzeni po operacji itp. których szanse na przywrócenie świadomości są minimalne/żadne, ale ze względu na strach lekarzy przed negatywnym komentarzami stale sztucznie podtrzymywani przez aparaturę) . dla przeciętnego zjadacza chleba artykul taki nie znaczy nic , ja natomiast na takim OIOMie byłam i widziałam to na włąsne oczy. następnie w artykule napisano (już nie pamiętam dokładnie) że w związku z przepełnieniem, pacjentów nagłych ( czyli najczęściej tych z wypadków- mimo woli dużo młodszych, którzy po 1. mają większe szanse na wyzdrowienie bo ich organizm jest silniejszy, po 2. częściej mają większe ,zobowiązania rodzinne` tak to nazwę) transportuje się nawet klikadziesiąt kilometrów do dalszych placówek posiadających OIOMy( a chyba każdy słyszał o złotej godzinie po wypadku, więc niestety ich szanse maleją) - ta informacja także nieopatrzona komentarzem ( to w nawiasach to mój komentarz) także nic przeciętnemu człowiekowi nie mówi( dopóki ktoś z jego bliskich nie będzie potrzebował specjalistycznej pomocy) no i cóż...w tym wypadku, jak to często się zdarza, decyzja pozostawiona rodzinie ( a bywają te rodziny różne, już się w szpitalch napatrzyłam, przepraszam - następny mój komentarz będzie nie na miejscu ale taka jest polska rzeczywistość- renta babci często ważniejsza od niej)... no więc ta decyzja pozostawiona samej tylko rodzinie niestety ale może zadecydować o czyimś życiu, więć nie wyłączajmy tak łatwo lekarza z procesu decyzyjnego 2011/05/27 17:55:42
Hmmm, zdaje sobie sprawę, że temat jest ciężki, nie chcę was urazić.
Ten mój znajomy o odsysaniu powiedział, że "boli cholernie" Dorosły 30letni facet. O poskórnym zastrzyku z insuliny, by tak nie powiedział, jak mniemam. Gdyby chodziło o mnie to jestem na 100% pewna że nie zgodziłabym się na respi. O wiele bardziej boje się bólu niż smierci. Zwłaszcza jakby do respi jeszcze doszła gastromia, stomia itd Samą niemożnosc poruszania się mozna wytrzymać i zyć w miare szczęsliwie. ale ten dodatkowy osprzet, okaleczenie ciała- to mnie przeraza pprostu. Gdyby chodziło o moje dziecko... nie mam dzieci, trudno mi się wypowidac. W teorii: nie zgodziłabym się na inwazyjne respi w praktyce obawiam się, że zwyciężyłoby pragnienie jak najdłuższego zatrzymania żywego dziecka przy sobie. Zgadzam się , że dokument może prowadzić do nadużyć, ale z drugiej strony przy obecnym rozwoju medycyny jest konieczny. Oprócz sprawy oczywistej czyli nieranimowania pacjenta zjadanego przez złosliwy nowotór, (chociaż tu przypominam sprawe państwa Zawiercan i ich córki, wiec to nie takie oczywiste) jest jeszcze sprawa niewydolnosci wielonarzadowych - maszyną możemy zastąpic obecnie wszystko oprócz pęcherzyków płucnych- tylko czy jest sens leżec oplatanym rurkami do końca zycia? No i niepokoi mnie też to że piszesz o "braku możliwości odwrotu" od respi. Czyli jak ktoś dorosły zgodzi się na respi, to potem nie może stwierzic, ze jednak za taką cene nie chce żyć? absurd. 2011/05/27 18:29:49
zdaje sobie sprawe, ze to co napisalam wyzej brzmi strasznie. ale to jest wielki dramatyczny dylemat. Bo z punktu widzenia osoby która miałaby być poddana respiratoroterapi mówię: NIE, nigdy. Ale punkt widzenia rodziców chorego dziecka jest inny...
2011/05/27 18:32:55
"Gdyby chodziło o mnie to jestem na 100% pewna że nie zgodziłabym się na respi." Wybacz, ale się uśmiechnę. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć, co byś zrobiła gdyby. Nigdy nie wiemy, dopóki nie staniemy w obliczu decyzji, a wtedy często zaskakujemy samych siebie. Dlatego tworzenie jedynie słusznych instrukcji, dokumentów, zaleceń jest złe, ponieważ zwalnia od myślenia. Każdy przypadek, każda sytuacja jest inna, zakładanie z góry, co się powinno zrobić może wyrządzić bardzo wielką, a często nieodwracalną krzywdę. Niestety, w naszym państwie u władzy jest coraz więcej ludzi, którzy za innych chcą decydować, co dla nich dobre i te decyzje narzucają wszystkim, nie zastanawiając się, że mogą komuś zrujnować życie. Ludzie Ci, podobnie jak Ty, wiedzą o czymś "w teorii" i mają wizję jak "w teorii" coś powinno wyglądać, ale nigdy sami nie doświadczyli tego, o czym mówią i o czym decydują. To niebezpieczne i szkodliwe. Zamiast tego wystarczyłoby za każdym razem posłuchać samych zainteresowanych i pomyśleć.
Gość: , aqd167.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/05/27 18:33:43
Evita . rozumiem Twoje podejście ale radzę też popatrzeć z innej strony, duża część dzieci a już na pewno z SMA żyje z tymi "zabawkami" (respi, tracheo, peg) prawie od urodzenia i te dzieci całkiem inaczej przechodzą wszystkie zabiegi jak dorosły który nagle musi się z tym wszystkim zetknąć - czyli już oklepane stwierdzenie "nie ma dwóch takich samych przypadków" .
2011/05/27 20:54:05
Zapytałam tak dla upewnienia się mojego syna czy odsysanie boli. "Przecież wiesz, że NIE" I pewnie w głównej mierze jest to przyzwaczajenie się do tych zabiegów, bo ja próbowałam na sobie odsysanie i dla mnie zdrowej było to okropne odczucie. A co powiecie o ludziach z mucowiscydozą, którzy wymagaja odsysania, a nie wymagają wsparcia respi, to też uporczywa terapia?
I wiem jedno, jak będę widziała, że moje dziecko cierpi, bardzo cierpi i nie ma sił walczyć o siebie to z ogromnym bólem, ale wtedy podejmiemy rozmowy o rozwiązaniu ostatecznym. A ja mam pytanie do evity i bea-tea, czy Wasi najblizsi znają Wasze zdanie o niepodtrzymywaniu i nie ratowaniu życia? Godzą sie z Waszą decyzją? Pytam bo być może sama usłyszę to kiedyś od swojego dziecka...
Gość: Mamaludzika, apn-95-40-196-186.dynamic.gprs.plus.pl
2011/05/28 09:52:26
Trudne to wszystko.
Gosiu moje stanowisko tez jest takie, że ludziom bardzo cierpiącym, to cierpienie należy skracać, umieranie czasem trwa zbyt długo. Chodziło mi o to, że każdy przypadek jest inny. Moje zdanie dotyczące mojej córki jest takie, że gdyby określono jasno stan i sytuację córki oraz przybliżono nam jak będzie wyglądać jej dalsze "życie" to wolałabym mieć możliwość wyboru. Wiedziałam, że umiera i wówczas w moim odczuciu cierpiała. Tylko, że w procesie leczenia to RODZIC nie istnieje i to lekarze uzurpują sobie prawo do podejmowania decyzji, a nie rodzina by uzyskać rentę, jak to ktoś napisał. I nasze obawy dotyczą praktycznego wykorzystania tych wytycznych, bo praktyka okazuje się okrutna, ponieważ okrutni bywają ludzie (chcący lub nie), ponieważ nie będą nigdy w stanie wyobrazić sobie tego, co przeżywamy. Są przypadki, kiedy ta uporczywa terapia nie ma już sensu. Niestety można nadinterpretować to sformułowanie dopasowując do przypadków, którymi nikt (czasem nawet sama rodzina) nie chce się już zajmować. I to jest niebezpieczne. Bo nawet KONTAKT z tak cięzko chorą osobą to rzecz względna. Trudno więc określić granice. Nawet określenie fazy terminalnej bywa problemem. Dokument zakłada współpracę lekarzy z pacjentem, z rodzicami! to dlaczego przy jego powstawaniu nie pracowali rodzice?! Do Gość: p, staticline17170.toya.net.pl Lekarze są zainteresowani gółwnie zwolnieniem ojomowego łóżka, właśnie dla dzieci "lepszej kategorii", które rokują na "normalne" życie. Nie chciałabyś być na miejscu rodzica, któremu daje się do zrozumienia że ŻYCIE (uratowane przez tych samych lekarzy) Twojego dziecka "zawadza" na ojomie, że jest dzieckiem "drugiej kategorii". Może ostro to wyrażę, ale ocieramy się o schemat obozu koncentracyjnego. Nie wyobrażam sobie też tego: gdzie, jak i kiedy? Kto ma podejmować decyzję? Aby zakończyć też sprawę odsysania, to i u zdrowego dziecka nie uniknie się bólu, to część naszego życia, należy tylko unikać zbędnego bólu, który z góry nie przyniesie rezultanów poprawy, czy przedłużenia życia.
Gość: p, staticline17170.toya.net.pl
2011/05/28 11:17:04
Do Mamaludzika:
Lekarze są zainteresowani gółwnie zwolnieniem ojomowego łóżka, właśnie dla dzieci "lepszej kategorii", które rokują na "normalne" życie. Nie chciałabyś być na miejscu rodzica, któremu daje się do zrozumienia że ŻYCIE (uratowane przez tych samych lekarzy) Twojego dziecka "zawadza" na ojomie, że jest dzieckiem "drugiej kategorii". Może ostro to wyrażę, ale ocieramy się o schemat obozu koncentracyjnego. A ja myślę że Pani nie chciała by być na miejscu rodzica którego dziecko uległo wypadkowi i potrzebuje tego łóżka a jest transportowane (nawet helikopterem nie jest to na tyle szybko, zresztą często przez warunki pogodowe niemożliwe)kilkadziesiąt kilometrów żeby uzyskać fachową pomoc. Wydaje mi się że źle pojmuje Pani cele działania takiego oddziału jak OIOM - to nie jest oddział do opieki przewlekłej, tylko do poprawienia jak możliwie najszybszego podstawowych czynności życiowych i przekazania pacjenta dalej do leczenia na innym odziae l( chirurgia, neurologia itd). Przez delikatność i brak decyzji lekarzy/rodzin kogoś może to kosztować ŻYCIE. Nie wiem gdzie tu nawiązanie do obozu koncentracyjnego. Poza tym myśląc o tej sprawie mam nowy dylemat. Zaznaczałam że mam kontakt głównie z pacjentami dorosłymi. W tej grupie osób nie spotkałam się z opieką tak intensywną jaką mają dzieci obecnych tu Mam. Wydaje mi się że upowszechnienie tak wysoko zaawansowanych metod jak ma to teraz ma miejsce trwa dosyć krótki czas i za kilka lat może się okazać, że powstał nowy typ problemu - mianowicie te dzieci, teraz z tak ogromną troską i poświęceniem pielęgnowane przez swoich rodziców, z różnych przyczyn pozbawione tej opieki ( o przyczynach chyba nie muszę się rozpisywać, myślę że obecni tu rodzice przynajmniej raz dziennie myślą o przyszłości) ....hmmm no własnie...pozbawione tej opieki....jakoś nie widzę w Polsce odpowiedniej instytucji do zajęcia się ludzmi wtak specyficznej sytuacji, i to jest własnie ten problem - to przejscie z kiedy to rodzice wszystkimi siłami walczą o dziecko na ( po pierwsze niestety nie można liczyć na to że jakakolwiem placówka zapewni taki komfort życia, poza tym przypomnę głośną historię pewnego Pana który prosił o eutanazję - gdy dziecko jest małe łatwiej zapewnić mu ,szczęśliwe chwile`, w pozniejszych fazach życia oglądanie bajek lub tym podobne zajęcia nie przynoszą już takiej satysfackcji, każdy ma potrzebę dalszego rozwijania się, a widziałam już w placówkach osoby unieruchomione...niestety ale ich głownym zajęciem jest... leżenie)wiem że mój post jest bardzo przykry, ale zostałam oskarżona o jakieś zwiazki z obozem koncentracyjnym, i trudno mi na nie nie odpowiedzieć, łatwo jest szafować argumentami typu , każde życie jest ważne` i zarzucać komuś że dzieli ludzi na kategorie - ja nie dzielę na kategorie, ja tak nie urządzam świata i służby zdrowia, nie są to moje decyzje, to ode mnie nie zależy , ja tylko opisuję to co widzę na co dzień
Gość: p, staticline17170.toya.net.pl
2011/05/28 11:19:37
Poprawka
....hmmm no własnie...pozbawione tej opieki....jakoś nie widzę w Polsce odpowiedniej instytucji do zajęcia się ludzmi wtak specyficznej sytuacji, i to jest własnie ten problem - to przejscie z , jasnej strony mocy` kiedy to rodzice wszystkimi siłami walczą o dziecko na ,ciemną stronę mocy`
Gość: agazpoznania, 87-207-118-19.dynamic.chello.pl
2011/05/28 14:18:22
Ze skruchą przyznaję, myślałam, Gofer, że trochę przesadzasz. Przecież - myślałam sobie - nikt normalny nie postrzega respiratora, który pomaga oddychać przytomnej, kontaktowej, cieszącej się życiem osobie w kategoriach uporczywej (więc odbierającej godność) terapii. Co więcej, nie sądziłam, że ktoś może negować sens życia Elki - bohaterki przywołanego w dyskusji artykułu - która leży, obserwuje drzewo za oknem, czasem z kimś pogada, napisze list albo fragment pracy magisterskiej, pogada z drugim człowiekiem, zajrzy do internetu obsługując myszkę dwoma palcami, które są w miarę sprawne. Co decyduje o wartości życia? Czy moje jest więcej warte, niż Elki, bo chodzę do pracy, sama oddycham, robię zakupy? To przecież bzdura. Każdy ma prawo żyć. Każdy. Każdy ma prawo wchodzić w relacje z innymi ludźmi, kochać kogoś, być kochanym, kłócić się z kimś, uczyć się, czytać, patrzeć jak wrony budują gniazdo. Każdy ma prawo. Nawet jeśli jest śmiertelnie chory. Nawet jeśli potrzebuje wsparcia specjalistycznej aparatury. Nawet jeśli wiadomo, że ta aparatura nie leczy, tylko podtrzymuje życie, odwlekając to, co nieuniknione. Wszyscy w gruncie rzeczy jesteśmy w takiej samej sytuacji: każdy nasz oddech (samodzielny czy respiratorowy), każde uderzenie serca odsuwa od nas, nawet od tych najzdrowszych i wysportowanych, widmo śmierci o kolejne minuty. Czas tutaj nam dany wszyscy wydzieramy z wieczności, trochę jakby na kredyt, nigdy nie wiadomo ile i jak długo jeszcze. Czy ci, którzy (póki co) sami oddychają, samodzielnie chodzą, ich serce wydajnie pracuje, nie potrzebują pomocy w toalecie, sprawnie przełykają, czy ci mają większe prawo do wyszarpywania z życia kolejnych dni? Człowiek chce żyć, to jest wpisane w naszą naturę. Człowiek chce żyć i gotów jest przyzwyczaić się do wielu ograniczeń czy utrudnień, aby - nawet w ciężkiej chorobie - jakoś sobie to życie poukładać. Był taki moment w moim życiu, że spędzałam sporo czasu w hospicjum. Widziałam zrozpaczonych, rozzłoszczonych, targujących się z losem czy Bogiem, pogodzonych z nieuniknionym. Chcieli żyć. Podłączeni do rurek, kroplówek, nękani zastrzykami, oklepywani, odsysani, nie kontrolujący własnej fizjologii - w większości pacjenci hospicjum chcieli żyć. Tylko ci najbardziej cierpiący, którym nie pomagały żadne środki przeciwbólowe, pragnęli nie śmierci wcale, tylko żeby choć na chwilę przestało boleć. Śmierć postrzegana była jako wyzwolenie od koszmarnego cierpienia, a nie jako remedium na niski komfort życia, ograniczenia i niedogodności. Takie są moje doświadczenia, obserwacje. Jestem przerażona dyskusją, która tu wybuchła i tym, co wypisują niektóre osoby. Nie sądziłam, że ktoś może na serio pomyśleć, że ratując ludzkie życie przysparzamy światu coraz więcej jednostek słabych i niepełnosprawnych, które będą ciężarem dla społeczeństwa. To prymitywne i barbarzyńskie rozumowanie.
2011/05/28 15:31:19
"Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię kocham cię nad życie W każdą pogodę potrafią dostrzec oczy moje młode niebezpieczną twą urodę Kocham cię życie poznawać pragnę cię pragnę cię pragnę cię w zachwycie choć barwy ściemniasz wierzę w światełko które rozprasza mrok Wierzę w niezmienność Nadziei nadziei W światełko na mierzei Co drogę wskaże we mgle Nie zdradzi mnie Nie opuści mnie A ja szepnę skrycie och życie kocham cię kocham cię kocham cię nad życie Choć barwy ściemniasz Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz Choć się marnie odwzajemniasz Kocham cię życie Kiedy sen kończy się kończy się kończy się o świcie A ja się rzucam Z nadzieją nową na budzący się dzień" (W. Młynarski); Tak mi się nasunęło. A w głowie pulsuje to, co w każdym prawie, kodeksie, wyznaniu, ideologii jest na pierwszym miejscu: KAŻDY MA PRAWO DO ŻYCIA.
Gość: p, staticline17170.toya.net.pl
2011/05/28 16:32:27
piękne są te wszystkie wasze słowa, tylko że niestety nic nie znaczące dla lekarza który dysponuje czterema łóżkami, i wszystkie są zajęte , a w nocy dzwoni dyspozytorka i pyta się o miejsce dla młodego chłopaka z wypadku... zapewniam was że nikt się nie lubi bawić w Boga - i po to powstają wytyczne, żeby niektóre decyzje można podejmować łatwiej i mieć umocowanie w prawie.
Nie sądziłam, że ktoś może na serio pomyśleć, że ratując ludzkie życie przysparzamy światu coraz więcej jednostek słabych i niepełnosprawnych, które będą ciężarem dla społeczeństwa. To prymitywne i barbarzyńskie rozumowanie. a ja widziałam pacjentów w szpitalu którzy krzycząc proszą o śmierć, i tych którzy nawet nie krzyczeli bo pozostawieni przez rodziny , w głębokiej depresji nawet nie śmieli o nic prosić, albo nie mieli jak. Prymitywna i barbarzyńska to jest rzeczywistośc. Pewien neurochirurg opowiadał nam historię gdy o podjęciu operacji lub nie zdecydował mąż pewnej pani - który wezwany do szpitala przyszedł z nową panią konkubiną, z daleka czuć od nich było wczorajszą imprezą. i ten pan nie zgodził się na leczenie ( skazując żonę na śmierc, miał do tego prawo gdyż operacja była obciązona dużym ryzykiem ale nie nagła - wtedy wymagana jest zgoda rodziny gdy pacjent jest nieprzytomny). gdy widzi się takie obrazki w szpitalu to te decyzje które podejmuje rodzina a lekarz nie ma wiele do powiedzenia trudno pochwalać. 2011/05/28 16:37:05
basik, ja nie mam sma, tylko mpd. Zagrożonie respiratorem raczej nie ma o ile np nie zrobi mi się tętniak, podbno zagrozenie większe niż przeciętnie, ale kiedyś wyraziłam moją opinie aprops casusu Świtaja. Cóż, skoro Antek tak mówi, to mu wierze. Moze można się przyzwyczaić, a moze odsysanie jest po prostu mniej okropne niż zaflegmione płuca. Ale z drugiej strony , widział pare razy grymas bólu na twarzy odsysanego dziecka...
Mama Ludzika Przdewszystkim strasznie Ci wspólczuje i boje się pisać cokolwiek- masz prawo mnie wirtualnie strzelić w pysk, ża to co napisze, ale uwazam, ze bardzo cięzkie uszkodzenia mózgu są wskazaniem do zaprzestania terapii. Bo to rachunek plusów i minusów dla samego dziecka. Mówisz, że jesli ból słuzy przedłużeniu życia, jest ok. Ale jakość życia chyba też sie liczy, prawda? Jeśli po jednej stronie jest ból, a po drugiej mozliwość zobaczenia Disneylandu, szkoła, przyjaznie, kino, to bilans jest dodatni. Ale jeśli praktycznie całe zycie jest bólem, bo rozwój umysłowy zatrzymał się na poziomie niemowlęcia, ale podczas gdy zdrowe niemowle doswiadcza przyjemności z jedzenia, przytulania, głosu i dotyku matki oraz ssaniu kciuka, to tak chore dzicko doświadcza prawie wyłącznie bólu, czasem przecież przy uszkodzeniach mózgu występuje przeczulica i nawet czuły dotyk sprawia ból... No i co zabrzmi strasznie, przyznam, że podzielam obawy Gość: p, staticline17170.toya.net.pl odnośnie tego, że łatwo jest zapewnić komfort życia respiratorowemu dziecku, ale trudniej dorosłemu. I to nawet nie chodzi o pieniądze, czy kogos kto zastąpi starzejących sie rodziców w pielęgnacji, ale o samo meritum. Gofer pisze że "co poniektórych dzieci oprócz respiratora i sond do karmienia ważna jest jeszcze ciekawość i poznawanie świata i edukacja, która nadaje sens ich życiu." I to jest prawda, przy pewnej determinacji stoją przed Preclem czy Antkiem parki rozrywki, obserwatoria astronomiczne, spotkania z Idolami dziecięcej wyobrażni, koncerty, zwiedzanie przynajmniej europy. Lada chwila pojawią się na rynku sterowane falami mózgowymi zabawki. Świat dziecka pod respi może być kolorowy, bardziej niż co niektórych zdrowych rówieśników. Ale co potem, kiedy nie pragnie się już zabawek, tylko randek, związku , kiedy ma się normalne potrzeby seksualne. Pisanie pracy magisterskiej tego niektórym nie zastąpi. Oczywiscie, nie neguje sensu zycia Eli Rembelskiej, chociaż mówię, że JA bym się na jej miejscu nie decydowała na podtrzymywanie zycia za cene tak dużych ingerencji. Mam chyba prawo? Każdy ma prawo decydować o swym losie, zarówno ona jak i Janusz Switaj, dlatego mmnie np bardzo niepokoi zarówno prawo "w hospicjum nie ratujemy nawet jak pacjent chce" jak i brak prawnej mozliwosci odwrotu od respiroterapii - tu chyba dojdziemy do konsensusu? 2011/05/28 21:38:54
Dlaczego ja pisze, to co pisze, naprawde nie dlatego zeby się nad obecnymi tu rodzicami chorych dzieci znęcać. Też kiedyś myslałam tak jak aga z poznania. Do momentu kiedy nie przyszło kilka mięsięcy kiedy dzień w dzień odczuwałam ból całego układu kostno mięsniowego, do tego doszły bóle głowy. Naprawde był moment kiedy mysłalam o samobójstwie i czytałam ulotki leków pod katem skutków przedawkowania. To nie był na tyle silny ból żeby wyć, ale na tyle silny, że pisanie pracy magisterskiej raczej uniemozliwiał. I tak dzien w dzień. Otwierałam rano oczy czujac ból.Powstrzymała mnie przed samobójstwem racjonalna mysł, że to przejdzie, że coś sie wymysli- ina szczescie się dało, znalazłam skuteczną terapie. Ale kiedy ponyśle o osobach, które ból o takim natężeniu czują już po uzyciu morfiny, a jeszcze bez sedacji, i które stoją przed perspektywą, że dnia bez bólu już nigdy nie będzie az do końca, to myślę że mają prawo żądać eutanazji. A już na pewno maja prawo nie godzić się na przedłuzenie zycia inwazyjną terapia, za cene bólu...
2011/05/28 22:12:01
Gości P: wydaje mi się, że dyskutowanie o warunkach ekonomicznych w świetle dyskusji o uporczywej terapii może doprowadzić nas do błędnych wniosków np. przymusowego usypiania każdego staruszka bo leczenie jego starczych przypadłości jest zbyt kosztowne.
Prawda, że brak nam właściwego systemu opieki dla osób przewlekle chorych (szpital nie powinien byc dla nich miejscem pobytu), aczkolwiek BRAK WOLNEGO MIEJSCA NA ODDZIALE INTENSYWNEJ TERAPII NIE MOZE BYĆ CZYNNIKIEM WPLYWAJACYM NA DECYZJE O ZAPRZESTANIU UPORCZYWEJ TERAPII. kropka. PS. Jestem realistką - na 99% Precel nie dotrwa naszej starości. Dlatego tak bardzo odsuwam myślenie o opiece nad nim, gdyby dożył 20- 30 roku życia. Póki co moja perspektywa sięga góra następnych 10 lat. Ale obserwacja dotycząca dorastania dzieci respiratorowych jest jak najbardziej prawidłowa.
Gość: Mamaludzika, apn-95-41-204-222.dynamic.gprs.plus.pl
2011/05/29 11:17:38
Głowa mnie boli od tych dziwnych słów. Często też odczuwam ból wszystkich innych części ciała i życia, ale mnie nikt od respiratora odłączyć nie chce...
A tak na poważnie. Z tym obozem koncentracyjnym chodziło mi właśnie o to, że wartościujemy ŻYCIE. To jest mniej ważne bo nieproduktywne, tamto lepsze itp. To jest pułapka. Bo ratuje się też po wypadkach życie tym, którzy na skutek brawury zabili kogoś innego. Nie wiemy też, czy uratowane dziecko nie bedzie późnie krzywdzić innego życia. Każda matka, rodzic wie, że życie ich dziecka jest najważniejsze. Nienawidzę dzielenia ludzi na gorszych i lepszych bez względu na wszysto. Bo to zwykła nietolerancja. ŻYCIE TO ŻYCIE. Moje dziecko było traktowane jako gorsze nawet wówczas, gdy jeszcze sie uśmiechało i jadło z mojej piersi. Zgadzam się, że ojom nie jest miejscem dla takich dzieci jak moje, ale póki co nikogo nie interesuje, by stworzyć odpowiedni standard opieki nad ludźmi z pogranicza życia i umierania. Zabijanie naszych dzieci nie rozwiąże problemu wolnych miejsc na ojomach, bo jest ich po prostu za mało, za mało jest też kadry, która chciałaby tam pracować. Polecam też Młodej Lekarce by w wolnych chwilach w ramach wolontariatu zaprzyjaźniła się z jakimś dzieckiem "drugiej kategorii", może troszkę pokory nabierze wobec życia, które trwa. Ja też czases myślę, ze życie mojego dziecka powinno zakończyć się 29.05.2010 roku. Ale mnie nikt nie pytał o zdanie i nikt nie zapewnił mi pełnej informacji na temat dalszego istnienia mojego dziecka, które 9 mies. nosiłam w sobie i kocham szczerym i prostym uczuciem. A pomocy na czas nie udziela się wielu ludziom i to nie tylko z braku miejsc na ojomie, i moje dziecko tez się do nich zalicza, dlatego jest w tak ciężkim stanie. I jesli naszych problemów nie dotknęło się osobiście, to z wypowiadanie się na ten temat jest tylko bajkopisarstwem. Własnie dlatego, że problem ma tyle zabarwień ile jest przypadków i ile myśl w naszych głować w każdej minucie życia naszych dzieci. Cudownych dzieci. Ja także nie chciałabym takiego życia dla mojego dziecka, nikt nie chce mieć chorej rodziny, ale nikt nas nie pyta o zdanie.
Gość: M., 62.244.129.4*
2011/05/29 12:04:30
Przeczytałam z uwagą wszystkie wypowiedzi. Czytałam jesienią wywiad z tym lekarzem w GW. Byłam pod wielkim wrażeniem. Z jego strony to nie "bajkopisarstwo" - ma duże doświadczenie zawodowe i jeśli nic mi się nie pomyliło to w jego trakcie zmienił swoje podejście do "uporczywej terapii", jego poglądy ewaluowały w miarę przybywania doświadczenia...Teraz przeczytałam Wasze wypowiedzi - drugą stronę medalu.
Niektóre wątki w dyskusji wydają się być filozoficzne. Bo w pewnym sensie to natura/los/Bóg wartościuje życie... Takie odnoszę wrażenie...
Gość: Neta, aja64.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/05/29 23:24:52
Moja córka miała tracheo i żyła z respiratorem przez pierwsze 5 miesięcy swego zycia. Nie była wcześniakiem, dla jednych lekarzy rokowania były dobre, dla innych "niepewne" a dla największej grupy jej stan był beznadziejny, dziecko poprostu "nie rokowało". Nie obyło się bez szarpanek z lekarzami, znacie to wszystko na własnej skórze, modliliśmy się z męzem przy szpitalnym łóżeczku (gdy cierpiała strasznie) aby poszło to w któryms kierunku, aby zwyczajnie przestała cierpieć, widzieliśmy że lekarze nie chcą już utrzymywać jej przy życiu, błagaliśmy o podłączenie do repiratora, miała smiertelne dwutlenki przez 2 doby, ale chciała żyć, od tamtego czasu minęły dwa lata, córka chodzi, mówi, rozwija się normalnie, wyszła z tego, mimo ze okupione było to cieżką naszą pracą, do tej pory nie wiem czy była to zawoalowana forma zaprzestania uporczywej terapii czy cholera wie co, gdyby nie nasz upór, to że staliśmy przy niej cały czas i zwyczajnie wymagaliśmy leczenia to nie wiem co by było, do tej pory mam w uszach jedną rozmowę.
2011/05/30 00:06:00
No właśnie - my tego nie wiemy, czy dziecko - wbrew wszystkiemu - nie wyzdrowieje, czy naukowcy nie odkryją skutecznego leku na daną chorobę, czy ...
A odpowiedzią na ten wpis niech jest zdjęcie Precla grającego w tenisa :) 2011/05/31 00:41:02
Jestem dorosłą, zdrową osobą, nie znam nikogo podłączonego do respiratora, ale wiem na 100 %, że ja wybrałabym życie z respiratorem, niż śmierć(nawet jesli odsysanie byłoby bolesne) - i zaczynam sie bać, że ktoś o odmiennych pogladach mógłby zdecydowąć za mnie inaczej. Uważam, że jeśli ktoś domaga sie eutanazji, najczęsciej potrzebuje po prostu pomocy.Jeśli zdrowa osoba poprosi o pomoc w popełnieniu samobójstwa, ratujemy ja za wszelka cenę - jesli jest chora, chyba zbyt łatwo zgodzić się, że ma racje, jej życie nie ma sensu - choc może to byc tylko chwila depresji.
Przewijający sie między wersami pomysł, by nie ratowac dzieci, bo trudno bedzie zapewwnic im godna starość, wydaje mi sie niedorzeczny - choc oczywiście problem opieki nad przewlekle chorymi jest wielki - ale na miłośc Boska, nie mozna go rozwiazać zabijajac chorych i niedołężnych! A czyje życie jest wiecej warte - chorego geniusza czy zdrowego idioty? 2011/05/31 21:41:26
e.borejszo, ja nie wiem czy żądanie odłączenia od respiiratora, to jest eutanazja, czy raczej odmowa poddania się terapii. Bez Twojej zgody, jeśli jesteś przytomna i nieubezwłasnowolniona nie mogą ci zrobić żadnej operacji, nie mogą ci zrobić nawet zastrzyku, nawet jeśli skutkowałoby to twoją śmiercią. Masz prawo w dowolnym momencie odmówić leczenia. A Świtaja mogą nawet przy jego sprzeciwie poddawać respirararoterapii. I to mnie przeraża tak samo jak wizja odłączenia kogoś od respiratora przy jego sprzeciwie
Gość: mada, 088156068053.radom.vectranet.pl
2011/06/01 13:04:42
Żeby się mniej bać, możesz wyrazić własną wolę na piśmie z nadaniem mocy prawnej temu dokumentowi. Cóż, trzeba się z takimi problemami konfrontować, bo takie jest życie. Emocje emocjami, one są trudne, ale najważniejsze są decyzje. Ale jeśli masz bliską osobę, która jest przytomna (rozumie Twoje potrzeby) i szanuje Twoją wolę, to nie masz się czego bać, bo decyzjom takiej osoby możesz zaufać.
2011/06/01 15:01:24
Mogę tylko wyrazić wolę, że respiratora nie chcę. Ale jeśli już się na niego zgodzę, to nie moge póżniej zmienić zdania. Takie mamy w polsce prawo....
Gość: dangel, epg218.internetdsl.tpnet.pl
2011/06/08 09:49:44
Szanowna Pani,
Odpowiedzi na pytania, które Pani zadała, znajdują się w dokumencie, który Pani krytykuje. Proponuję uważnie przeczytać. Nasze stanowisko w sprawie stosowania respiratora u nieuleczalnie chorych dzieci jest następujące: "Zaniechanie leczenia respiratorem u dzieci z nieuleczalnymi chorobami prowadzącymi do przedwczesnej śmierci (np. rdzeniowym zanikiem mięśni lub dystrofią mięśniową Duchennea) może być zrealizowane w formie, opisanych powyżej, protokółu DNR lub (oraz) procedury przyjęcia dziecka do hospicjum domowego. Procedura ta w przypadkach dzieci z ww. chorobami mięśni polega na przedstawieniu dwóch dostępnych w Polsce i akceptowanych na gruncie etyki lekarskiej opcji postępowania: (1) programu wentylacji domowej (leczenie respiratorem w domu) , oraz (2) rezygnacji z leczenia respiratorem na rzecz domowej opieki paliatywnej (oznacza to akceptację naturalnego przebiegu choroby i śmierci w domu). W ten sposób świadoma decyzja dotycząca leczenia respiratorem lub zaniechanie tej formy terapii zostaje podjęta w okresie, gdy pacjent nie znajduje się jeszcze w sytuacji zagrożenia życia. Natomiast wycofanie się z leczenia respiratorem (in. odłączenie dziecka od respiratora i ekstubacja) pozostaje w Polsce kwestią kontrowersyjną, chociaż niezabronioną prawnie. Stan ten niewątpliwie powoduje niepotrzebne cierpienie wielu dzieci, które wraz ze swoimi rodzicami powinny mieć prawo do rezygnacji z tej formy przedłużania życia. Zaprzestanie uporczywej terapii respiratorem w ściśle określonych przypadkach powinno następować na podstawie konsensusu osiąganego przez zespół leczący oraz rodziców i chore dziecko. W przypadkach budzących wątpliwości zalecane jest uzyskanie niezależnej opinii konsylium specjalistów (np. komitetu etyki klinicznej)." Z wyrazami szacunku Tomasz Dangel 2011/06/08 11:56:53
Szanowny Panie Doktorze,
Doskonale rozumiem przytoczony, przez Pana fragment. Co więcej o wymienionych w nim opcjach przyszłości chorego na NMD zostaliśmy poinformowani przez lekarzy anestezjologów zaraz po postawionej diagnozie (o czym pisałam już w komentarzach do tego wpisu). Nie mniej jednak wciąż nie odpowiedział Pan na moje pytanie: czy nie uważa Pan, że formalizowanie tego typu wytycznych wliczając w to część definicji, z którymi osobiście się nie zgadza w dokumencie tytułowanym "zalecenia" może prowadzić do nadużyć ze strony lekarzy oraz do wywierania nacisków na rodziców w celu podporządkowania się tym wytycznym, a w skrajnych przypadkach do podejmowania jednostronnych decyzji przez personel medyczny? Przy rzadko występujących chorobach bardzo często wiedza i praktyka lekarska kończy się tuż za progiem oddziału szpitalnego oraz na informacjach nabytych z dostępnych opracowań naukowych. Dokładając powyzsze zalecenia tworzymy odhumanizowany system decyzji oparty jedynie na papierze i kilku ekstremalnych przypadkach. A w takim systemie osiągnięcie jak Pan pisze konsensusu między lekarzem a rodzicem wydaje mi się prawie niemożliwe, tym bardziej, że liczba lekarzy skłonnych do podejmowania dialogu z rodzicami jest zdaniem rodziców niestety wciąż niewystarczająca. Skoro pojawił się Pan tutaj, mam też i kolejne pytanie, kierowane czystą ciekawością: Czy dyskutowany dokument został przed publikacją przez Państwa przedstawiony rodzicom chorych dzieci np. w ramach konsultacji czy też zbierania opinii na jego temat? Pozdrawiam Serdecznie dziękując za zabranie głosu w dyskusji.
Gość: dangel, epg218.internetdsl.tpnet.pl
2011/06/08 16:21:11
Szanowna Pani,
Jeszcze raz zachęcam do lektury dokumentu. Znajdzie w nim Pani odpowiedzi na swoje wątpliwości i obawy. Poniżej cytuję odnośny fragment. "Nie oznacza to, że pacjent lub jego przedstawiciel ustawowy nie mają żadnej możliwości podważenia zdania lekarza, który stwierdza medyczną niezasadność leczenia. Art. 19 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta wprowadza bowiem procedurę sprzeciwu od opinii lub orzeczenia lekarskiego, o ile mają one wpływ na prawa lub obowiązki pacjenta wynikające z przepisów prawa, w tym także prawo do uzyskania adekwatnych świadczeń leczniczych. Jeśli więc lekarz wyda opinię o zasadności odstąpienia od terapii danego pacjenta i wdrożenia wyłącznie leczenia paliatywnego, a przedstawiciel ustawowy małego pacjenta lub nawet sam chory, który ukończył 16 lat, nie zgadzają się z tym stanowiskiem, mogą w terminie 30 dni od wydania przedmiotowej opinii wnieść za pośred¬nictwem Rzecznika Praw Pacjenta uzasadniony sprzeciw do Komisji Lekarskiej działającej przy Rzeczniku Praw Pacjenta, wskazując przepis, z którego wynikają prawa lub obowiązki naruszone przez tę opinię (czyli np. konstytucyjną gwarancję prawa do życia art. 38, czy prawa do ochrony zdrowia art. 68). Komisja Lekarska decyduje na podstawie dokumentacji medycznej pacjenta, oraz w miarę potrzeby na podstawie jego osobistego zbadania. Orzeczenie Komisji ma zostać wydane niezwłocznie, nie później jednak niż w terminie 30 dni od dnia wniesienia sprzeciwu, i nie przysługuje na nie odwołanie." Metoda opracowania dokumentu została dokładnie opisana w odnośnym rozdziale. Znajdzie w nim Pani także następującą informację: "Wytyczne praktyki klinicznej (ang. clinical practice guidelines) to zbiór stwierdzeń (zaleceń), sformułowanych w sposób usystematyzowany, które mają pomagać lekarzom (a także innym pracownikom opieki zdrowotnej) w podejmowaniu optymalnych decyzji w opiece nad pacjentami w określonych okolicznościach i w tym kierunku zmieniać codzienną praktykę. Określenie wytyczne należy odróżnić od terminu standardy. Wytyczne to zalecenia, które stanowią jeden z wielu czynników uwzględnianych w procesie podejmowania decyzji klinicznych. Natomiast standardy mają charakter obligatoryjny, np. wykonanie próby krzyżowej przed przetoczeniem krwi." Z wyrazami szacunku Tomasz Dangel
Gość: agata, 78.133.203.15*
2011/07/02 17:35:53
My również mamy w domu dziecko stale podłączone do respiratora i koncentratora tlenu. Nie ma jednego płuca. Teraz ma 15 miesięcy. Nie wiadomo czy kiedyś uda się go odłączyć z sukcesem czy nie. I przeczytałam dokument, wokół którego toczy się ta dyskusja. Nie boję się ewentualnych problemów, tego że ktoś kiedyś stwierdzi, że bez względu na stan syna trzeba go odłączyć. Wydaje mi się, że trzeba dobrze zrozumieć intencje autorów. Nie dać się ponieść emocjom w trakcie czytania. A o to bardzo łatwo, zwłaszcza gdy dotyczy to naszych dzieci. W końcu decyzję o zaniechaniu uporczywej terapii podejmują ludzie, lekarze, nie bezduszne maszyny, które "wczytują" wytyczne do programu i w systemie 0-1 podejmują decyzję. Rodzice też mają coś do powiedzenia. Nie jest tak, że dziecko trafia do jakiegoś lekarza, który widzi je po raz pierwszy i mówi od razu "odłączamy". Dokument jest ciężki, ale sensowny. Jeżeli ciężko go pojąć, dobrze zapytać jakiegoś mądrego, zaprzyjaźnionego lekarza, żeby wyjaśnił wątpliwości.
Co do artykułu wyborcza.pl/1,75478,9660902,Pozwolcie_mu_umrzec.html: rozpaczliwa prośba udręczonej Matki. Ale czy na pewno zabicie syna przyniesie jej ulgę? Jak ona będzie dalej z tym żyć? Jak odnajdzie swoje miejsce w życiu po spędzeniu tylu lat przy synu? Bo to ona jest w złym stanie psychicznym. Dlaczego łatwiej napisać (czy zasugerować) zabicie człowieka, niż zająć się tą biedną kobietą i otoczyć ją troskliwą opieką? Rodzice dzieci ciężko chorych i wymagających stałej, długotrwałej opieki wiedzą, że czasem przychodzi takie zmęczenie i znużenie, że ma się dość wszystkiego. Ale czy wszyscy od razu myślą żeby zabić dziecko, aby sobie ulżyć? 2011/07/02 23:16:54
Agato - być może masz rację... być może ... ale ja w piątek odbyłam rozmowę na temat diagnozowania nowotworu u Precla - i wprost usłyszałam od lekarki, że ona nie podejmie się terapii w przypadku gdyby diagnoza była trafna, bo my od 5,5 roku żyjemy z dzieckiem pod respiratorem, a to bardzo dużo czasu....
Wprost marzę o tym, aby ewentualna decyzja czy leczyć Precla z raka czy nie byla podjęta z nami wspólnie po rozważeniu za i przeciw, a nie zaocznie przez Lekarza, który w życiu poza Szymonem widział z SMA jeszcze dwoje dzieci.
Gość: Anonimowy wspólautor Wytycznych, public-gprs39237.centertel.pl
2011/07/03 01:44:08
Dlaczego nazwałem siebie "Anonimowym Współautorem"? Żeby powiedzieć otwarcie - steki bzdur wypowiadanych przez niby "kochających rodziców" porażają zidioceniem. Wyobraźcie sobie dziecko, któremu kretyni rodzice zafundowali w miopatii respirator. Dziecko w ciemnościach i pełnej świadomości umiera tygodniami a jego umysł pracuje.
Warszawskie Hospicjum dla Dzieci jest jedną z najlepszych instytucji (nie pracuję tam!) na świecie, ale jeśli chcecie zamęczać swoje dzieci uporczywą terapią, to diabeł z Wami. Nawet Woland Wam tego nie daruje. 2011/07/03 10:14:19
Cały sęk w tym, że Szanowni Autorzy tego dokumentu, interpretują ten wpis jako atak zidiociałych rodziców na swoje Osoby, zamiast przeczytać go ze zrozumeniem i rozpocząć dyskusję.
Dokument jest kontrowersyjny i wiem, że nie tylko ja odniosłam się do jego treści - otrzymaliście pewnie Państwo jeszcze kilka listów od innych chorych prawda? Pańska pogarda dla rodziców jest w tym komentarzu bardzo widoczna i to jest bardzo przykre, dla nas, którzy jesteśmy czasem zmuszeni korzystać z pomocy takich ludzi jak Pan/ Pani. Ja kończę temat ze swojej strony, bo dyskusja z kimś obrażonym za to, że ktoś śmiał pokalać tę piękną pracę swoją własną opinią jest bez sensu. Z poważaniem Autorka tego bloga.
Gość: agata, 78.133.203.15*
2011/07/03 11:47:29
Drogi Anonimowy Współautorze!
Powiedzieć, że Pana/Pani wpis jest niegrzeczny to mało. Wpisy Rodziców, które można przeczytać powyżej, a które Pan/Pani tak mocno krytykuje, to wyraz strachu i niezrozumienia. Ale jeżeli Rodzice mają do czynienia z lekarzami, którzy podzielają Pana opinie, to trudno się dziwić. Zamiast mówić o Rodzicach ciężko chorych dzieci "idioci" czy "kretyni" może warto zrozumieć co nimi kieruje. "Wyobraźcie sobie dziecko, któremu kretyni rodzice zafundowali w miopatii respirator" Wyobrażam sobie takich Rodziców. I strasznie mi ich żal. Tego co dzieje się w ich sercach i głowach nie sposób zrozumieć bez odrobiny empatii, której Panu/Pani najwyraźniej brakuje. Pan/Pani jest lekarzem czy może już uważa się za boga? 2011/07/04 23:30:04
Oj, czasem żałuje, że nie mozna kogoś pozwać za inwektywy opisywane w internecie...
(chociaż może dobry informatyk człowieka namierzy) Tymmniej, rzeczywiście opisywany przypadek SMA dotyczył sytuacji ekstremalnej - nie wyobrazam sobie co przeżywa dziecko nie mogące nawet otworzyc oczu , a majace pełną swiadomość. Rodzice oczywiście kochają dziecko, ale czasami na pierwszym miejscu jest jednak lęk przed przeżyciem żaloby i chęc zatrzymania przy sobie dziecka (obojetnie w jakim stanie) przy sobie. Innym przykładem jest sztuczne utrzywanie przy zyciu dzieci z letalnymi wadami mózgu. Tu mi się naprawde przypomina fragment "Ojca zadżumionych" : Noc przyszła druga, błyszcząca gwiazdami. Byliśmy z matką w namiocie - przed nami Leżało dziecko na stole, nieżywe, Nieruchomością śmierci przeraźliwe. Uczułem wtenczas, patrząc na tę postać, Że gdyby mogło choć tak z nami zostać Przez wszystkie lata - choć tak, nie inaczéj - Ubyłoby mi z serca pół rozpaczy. Współczesny rozwój medycyny by ta niemal umożliwił, możliwe jest utrzynywanie przy pomocy kilku maszyn życiu dziecka bez świadomości swojego istnienia, odczuwającego tylko ból... Czasem wyrazem największej miłości jest pozwolić odejść...W przypadku nowotworów decyzja o leczeniu też powinna uwzględniać rachunek cierpienia i ewntualnych korzyści z terapiii Ale w przypadku Precla , chyba martwisz się na zapas. O ile pamiętam pisałaś o problemach z poceniem się już rok temu. Gdyby to był nowotwór nadnerczy albo przysadki to przez ten czas narobiłby dużo większych szkód- tak mi się wydaje. Myślę o Was ciepło
Gość: nanusiowa, eiz135.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/31 11:35:40
a ja czytam i czytam i po prostu brak jakichkolwiek ludzkich uczuć u naszych lekarzy i ludzi niby wykształconych którzy z wasnej woli podjeli się niby leczeniu i ratowaniu ludzkiego życia. evita cty."nie wyobrazam sobie co przeżywa dziecko nie mogące nawet otworzyc oczu , a majace pełną swiadomość" powiem ci co takie dziecko czuje i powiem wam że takie dziecko które jest świadome że są osoby które zrobiom wszystko dla niej czują nieopartą chęć do życia bo wiedzą że jest wielka miłość która ich tu trzyma dla której chcą waczyć chcą żyć mają wiekszą satyswakcje życia niż ty. ja wieku 10lat zachorowałam moi rodzice wieczorem jak już w reku nie mogłam utrzymac szklanki ani stanąc na nogi zawieźli mnie do lakarza diagnoza postawiona przemęczenie dostałam leki miało byc pięknie na drugi dzień wczesnie rano rodzice szybo wiezli mnie do szpitala i mowili tylko nie spij nie zasypiaj zaraz bedziemy na miejscu. zastałam zabrana na OIM dla dzieci i odrazu tomografię tam straciłam już przytomnosc i ranimacja tak u nas w Polsce wyglada przemęczenie u dziecka. tatrzymałam sie jeszcze trzy razy. moim rodzica juz powiedzieli ze to koniec nie wiemy co to jest mała mam juz duże zmiany mózgu nie ma szans. tylko bogu dziekowac ze moi rodzice sie nie podali i jeszcze to ze moja mama znała bardzo dobrze ordynatora OIM DLA DOROSŁYCH zabrała mnie i zostałam tam umieszczona i że lekarz postawił dobra diagnzę. i mozecie wierzyć lub nie czułam jak rodzice siedzieli przymnie jak każda łza którą wylali przywracała mnie do życia jak walczyłam żeby sie nie dać żeby nie zostawili mnie i żeby wiedzieli że ja tez chce żyć. i tak 1,5 mieisiaca bez oznak jakich kolwiek z mojej strony obudziłam się była to niedziela zerwałam jakieś kable i wszedł ktoś kszyczał i połozyłam się powyjmowali ze mnie rórki i nie mogli uwierzyć że moje pierwsze słowa to chce zadzonic do mamy. i tak właśnie wróciłam do żywych. z przemeczenia jak stwierdził pierwszy lekarz. a drugi że mózg juz prawie nie funkcjonuje i nie mam szans wyszło wirusowe zapalenie mózgu. mam teraz 28 lat mam dwojke dziecki skończyłam szkołę studia pracuje. evia cyt."Rodzice oczywiście kochają dziecko, ale czasami na pierwszym miejscu jest jednak lęk przed przeżyciem żaloby i chęc zatrzymania przy sobie dziecka (obojetnie w jakim stanie) przy sobie" możecie to zazywać jak chcecie miłość lek,desperacja. sama jestem matką i choc by mi wszyscy mówili że nie mam szans ze on już nie chce żyć że trzeba dać mu odejść powiedziałabym tylko tyle kto mam walczy o jego/jej życiej jak nie mamtka ojciec. teraz jakby nie walka moich rodziców mnie by już nie było. dzieci z SMA maja prawo żyć jak najwiekszę bo oni bardzo kochaja swoje życie każda jego cząstkę bardziej czują i dostrzegają niż my. jak mówią nadzieja matką głupich ale każda matka kocha swoje dziecko. tylko szkoda że nasz naród jest tak ograniczony. ja poznałam rodziców i dziecko z tą chorą i w oczkach tego maluszka widziałam tyle radosci tyle siły i wierze przyjdzie dzień kiedy znajdzie się lek i nasze państwo dorośnie do tego żeby pomagać rodzicą takich dzieci że pomogą im stworzyć warunki dla nich godne życia a pozostawiając ich samych sobie. bo każdy mam prawo żyć i walczyć o swoje nikt nie mam prawa decydować czy warto leczyc czy nie czy boli czy nie. bardziej boli ból psychiczny niz fizyczny i mysl osoby która odchodzi wiedząca że jej już nikt niechciał ratowac.
2011/10/31 20:43:45
nanusiowa, mniej emocji a więcej refleksji i wyobraźni, a także wiedzy medycznej by Ci się bardzo przydało... W wirusowym zapaleniu mózgu są spore szanse że dziecko z tego jednak wyjdzie, może przy dużym szczęściu bez trwałej niepenosprawności, a może tylko z niewielkim niedowładem ręki czy nogi. W chorobach nerwowo- mięśniowych raczej nie ma na chwilę obecną szans na wyleczenie. I to dzecko z opisanego dokumentu nie mialo żadnych szans nagle otworzyć oczu i zadzwonić do mamy. Umarło, nie śpiąć jak ty gdy lezalas nieorzytomna na ojomie, tylko, będąc przytomne, ale uwięzione w swoim ciele, nie mogąć poruszyc żadnym mięśniem, nawet zamrugać, czując tylko uciążliwość zabiegów medycznych, nie mogło spytać co się z nim dzieje i co pan doktor będzie robić, ani wyrazić swoich potrzeb... Można było pozwolić mu odejść wczesniej, kiedy eszcze tyle nie cierpiało i mogło się komunikować z otoczeniem
A na koniec- bardzo się cieszę, że mialaś szczęście, że jesteś na tyle sprawna, żeby wyjsc za mąż i mię dwóke dzieci. Ale pomyśł gdyby było inaczej, gdybyś obudziła się na tym OIOmie w dużo gorszym stanie i dziś spedzala czas leżąc w swoim dawnym dziecięcym pokoju w domu twoich rodziców, gdybyś była całkowicie od nich zalezna i nie byla w stanie nawet sama skorzystac z wc. Może nawet miałabyś dyplom magisterski studiów zaocznych, ale namniekszych szans na prace , męża i dziecko. Gdybyś tylko widziała jak odwiedzają cię kuzynki rówieśnice z mężami i dziećmi, to czy naprawde cieszyłabyś się, że cię ratowano? Ja estem przykładem dziecka - wczesniaka, którego desperacko ratowano- i powiem Ci , że dziś, kiedy widzę, że mimo najszczerszych starań i ogromnych pieniędzy, które włożyli moi rodzice we mnie, moje życie zawsze będzie gorsze niż życie moich zdrowych kuzynek - to żałuje że mnie ratowano. Niby nie jestem w takim złym stanie niby chodzę, sama się myje, ubieram, mam dwa fakultety , ale namnieszych widoków na męża i dwójke dzieci. A mogło być ze mna eszcze dużo gorzej, mogłabym np nie chodzic nie mówić
Gość: nanusiowa, ejb103.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/03 11:10:47
wiesz jest mi ciebie żal. nie chcesz takiego życia twoja sprawa. uważasz że twoje życie jest takie straszne to zrob cos żeby było lepsze nie użalaj sie nad sobą bo to nic nie da. prace zawsze się znajdzie tylko trzeba chcieć. meża też możesz miec tylko nie z takim podejsciem jakie masz. nie wazne czy masz nogi rence czy sama załatwiasz potrzeby fizjologiczne czy lezysz siedzisz czy biegasz waże jaką jesteś osoboba bo jak by miał każdy patrzec na wygląd czy jestes piękna czy brzydka zdrowa czy chora to kazdy by żył sam bo nikt nie jest idealny kazdy ma coś każdy dźwiga jakieś brzemie. powinaść dziękować że jesteś że możesz coś w swoim życiu zrobić dla siebie i dla kogoś. tylko w naszy społeczeństwie jest tak że jesteśmy męczenikami lubimy narzekać i to nam najbardziej wychodzi. są różne kalectwa różne choroby ból jest nieodłącznym w życiu człowieka. tylko pomyśl tak że niektórzy mają szanse żyć a taki lekarz powie że nie odłaczają aparaturę a ty żyjesz do końca zycia ze świadomością że a może on sie mylił może on by żył. śmierć jak mam przyjść to przyjdzie. ty nie masz aparatury podłączonej a cierpisz to też masz sobie zycie odebrać ?
2011/11/03 13:19:08
Jeśli poza koszmarną , jak wszyscy widzimy dysleksją, wirusowe zapalenie mózgu, nie pozostawiło u Ciebie innych szkód (bo bez zaświadczenia o dysleksji , sadząc takie jak Ty,ortografy raczej nie sposób zdać matury, o skończeniu studiów nie wspomnę) to się ciesz, ale wykaż się odrobiną pomyślunku i empatii. Pochwaliłaś się mężem i dwójką dzieci, OK, ale się teraz nie wymądrzaj i nie wmawiaj nam, że tak samo byłaabyś szczęśliwa i spełniona leżąc w pampersie, bo w to nie uwierzę. Może jeszcze wysiądziesz z rodziną z samochodu na centralnym wraz z rodziną i ubrana w najlepsze ciuchy będziesz też prawić kazania bezdomnym, że każdy ma w życiu jakieś brzemie?
A jak tak uparcie tak twierdzisz, że nikt nie patrzy na wygląd... Jak byś zareagowała gdyby za dwadzieścia kilka lat Twój syn przyprowadził do domu narzeczoną o podobnym poziomie sprawności fizycznej jak bohaterka tego programu" www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/wideo/slubu-nie-bedzie-bo-panna-mloda-mowi-niewyraznie/4484134 Niech będzie oczywiście odpowiednio młodsza , w wieku twojego syna, niech będzie po studiach, niech nie ma żadnego epizodu z psychiatrą, ale niech ma takie właśnie problemy z poruszaniem się, mówieniem i mimiką twarzy. Odpowiedz szczerze jakbyś zareagowała? 2011/11/03 13:39:16
Drogie Panie - tylko bez pyskówek proszę
proponuję przenieść tę waszą osobistą dyskusję na priv. 2011/11/03 13:56:55
Uważam, że podejmuąć decyzję o ratowaniu dziecka- zwłaszcza noworodka, u którego moglo dojść do ciężkiego uszkodzenia mózgu, należy jednak pomysleć , co się z tym dzieckiem będzie działo w przyszłości, co możemy mu zapewnić. To samo polskie państwo, które zakazuje eutanazji, jednoczesnie nie zapewnia chorym wlaściwej opieki. Miałam ogrone szczeście, że moi rodzice są relatywnie dość dobrze sytuowani, Miałam dobrą rehabilitacje- dzięki temu chodzę, nie mam bolesnych przykurczy, ani dużego skrzywienia kręgosłupa Nie chce nawet mysleć, co by było gdybym pochodziła z biednej i niewykształconej rodziny.. Ale nawet mała fortuna wydana na neurologopede nie poprawiła mojej wymowy i mimiki twarzy na tyle, aby nieznajomi w pierwszym momencie nie brali mnie za uposledzoną umysłowo. Spośród wszelkich rodzajów niepełnosprawności spastyka est chyba najbardziej nieestetyczna. Nawet Joni Earekson- Tada haereticus.blox.pl/2007/02/Joni-Eareckson-JONI.html opisuje w swojej książce sytuacje kiedy jej mąż, który bez problemu pokochał ją,ciężko sparaliżowaną sparaliżowaną po wypadku, miał duży problemy, żeby w ramach działań założonej przez nią fundacji zająć się przez chwile chłopakiem z ciężkim porażeniem mózgowym, który się ślinił i któremu jedzenie wypadało z ust.
A wracając do meritum tego wpsisu. Piszesz: "tylko pomyśl tak że niektórzy mają szanse żyć a taki lekarz powie że nie odłaczają aparaturę a ty żyjesz do końca zycia ze świadomością że a może on sie mylił może on by żył." Pomyśl, że może być odwrotnie, taki ktos mimo tej aparatury umrze, a ty będzisz myśleć "Może powinien umrzeć spokojnie, bez tej aparatury, bez kolejnej operacji , i kolejnych rur wbitych w otwory w ciele?" Ja teraz nie odbiore sobie życia, nie moge rodzicom tego zrobić. Ale żałuje, że mnie ratowano kiedy się urodziłam. 2011/11/03 14:08:30
Przepraszam gofer, dodała ostatni wpis zanim zobaczyłam Twój. Nanusiowa nie podała maila, więc na priv napisać nie mogłam. Oczywiście, to Twój blog i jesli chcesz możesz wszystkie komentarze tu usunąć
Gość: nanusiowa, ejd101.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/05 13:06:03
kochana evita papierku na dysleksji nie mam:) a czasem szkoda bo jak szybko piszę to robie błędy tak to nie ...:) tak dużo myślałam o tobie to nie o to chodzi czy ratować czy nie ratować chodzi o to że każdy powinien mieć wybór nie narzucany od kogoś i jakiś durnych przepisów. u nas powinno to trochę wszystko inaczej wyglądać nie powinno być tak że liczy się kasa. jak masz pieniądze zrobimy wszystko żeby żył chodził nawet biegał tak jak jest np. synem Wałęsy, Kubica dla nich lekarze zrobią wszystko a dla zwykłego pacjenta przykro nam nie mam pieniędzy. evita moje gadu gadu 2310123 jak będziesz chciała pogadać to wejdź w poniedziałek. wiesz jeszcze musimy się wiele nauczyć jak szanowac siebie i innych a może doczekamy się czasów że nie będzie takiej sytuacji ja w urzędzie.
Gość: , user-109-243-22-163.play-internet.pl
2011/12/12 22:40:42
nie wyobrażam sobie życia bez mojego dziecka obecnie jest podłączony pod respirator (rdzeniowy zanik mięśni )i za nić nie dam go odłączyć dopuki serce mu pracuje jest dla mnie żywy pierdoły o śmierć mózgowej niech se lekarze wsadzą w buty taka jest prawda dla każdej matki dziecko jest najważniejsze bez względu na wszystko i wszystkich
|
"Wytyczne" lekarzy - dla lekarzy, o Nas i naszych dzieciach są wysterylizowanym z empatii dokumentem! Proszę spojrzeć w oczy Precla czy Kubusia, dzieci "uporczywie podtrzymujących przy życiu" - te oczy uczą godności, pokory, miłości, tolerancji.
Panie Dange, mam jedno pytanie "Dokąd zmierzasz człowieku?"