Zapiski na kolanie o Preclu i o potworze zwanym SMA, , zawierające nasze osobiste pomysły i doświadczenia z życia z niepełnosprawnym ruchowo dzieckiem. Uwaga: wszelkie metody, doświadczenia i komentarze przedstawione w blogu stanowią osobiste doświadczenia i odczucia naszej Rodziny i nie stanowią naukowej podstawy do prowadzenia dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni. Blog jest chroniony osobistymi prawami autorskimi. Kopiowanie, przytaczanie jego zawartości lub wykorzystywanie pomysłów na wpis bez zgody Autorów bloga jest sprzeczne z prawem.
Locations of visitors to this page
Blog > Komentarze do wpisu

Włączenie

Włączenie (ang. inclusion) to coś, o czym po raz pierwszy usłyszałam pod koniec zeszłego roku. 

Po raz pierwszy i nie po raz pierwszy. Kiedy zrozumiałam ideę włączenia, dotarło do mnie, że znam rodziców, którzy wprowadzili ją w życie już od dawna, nawet pewnie nie zdając sobie sprawy, że jest to następny krok, jaki należy wykonać po wprowadzeniu integracji.

O ile, dobrze zrozumiałam pojęcie włączenia, chodzi o to, iż nie sztuką ani zaletą jest umieszczać niepełnosprawne dzieci w szkołach albo klasach specjalnych, bo takie podejście do edukacji dość często nie jest z korzyścią dla samego zainteresowanego.

Chodzi o to, aby dziecko w miarę możliwości włączyć w jego naturalne środowisko, czyli umożliwić mu edukację w szkole rejonowej. Dwa kroki od domu, między dziećmi z sąsiedztwa.

I powiem, że bardzo dużo słyszę ostatnio na ten temat. I to nie tylko za granicą. Również i w naszym kraju. Nie mówię, że będzie to łatwe i bezbolesne, zwłaszcza, że tendencje są jakie są - niepełnosprawne dziecko wypycha się albo do szkoły specjalnej albo na indywidualny tok nauczania w domu.

Warunki też są jakie są (mniemam, że każda szkoła powinna być przystosowana do przyjęcia osoby niepełnosprawnej ruchowo).

O zatrudnieniu wykwalifikowanej pielęgniarki w szkole, która będzie w stanie dziecko np. zacewnikować, odessać, założyć sondę i nakarmić nawet nie marzę.

Ale włączenie będzie powracało, częściej i częściej. Pewnie głównie dzięki uporowi, niektórych rodziców oraz kadry nauczycielskiej. I chwała im za to.

PS. Gdy w Słowenii opowiadałam o tym jak znajomi rodzice towarzyszą niepełnosprawnym dzieciom podczas zajęć w szkole lub przedszkolu, spotkałam się ze zdumieniem moich europejskich kolegów. W niektórych krajach szkoła MUSI zapewnić opiekę pielęgniarską dla bardziej niepełnosprawnego ucznia. A jemu na lekcjach zwykle towarzyszą asystenci. Rodzice nie są od chodzenia z dzieckiem do szkoły. Przecież nie mogą się nim zajmować 24 godziny na dobę, bo to niezdrowe i nienaturalne. Ani dla dziecka ani dla rodziców.  

A ja się zastanawiam jak bardzo takie nienormalne sytuacje są dla polskich rodzin dzieci niepełnosprawnych tak codzienne, że aż normalne.

czwartek, 28 stycznia 2010, gofer73

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/28 19:54:15
Podoba mi się taka wizja "włączenia" :) Ciekawe, czy kiedyś się u nas uda ją zrealizować.
Mam nadzieję, że w innych szkołach są pielęgniarki, które chętnie włączyłyby się w taką działalność. Ta z mojej szkoły na pewno nie (szczyt lenistwa i niewiedzy).
-
2010/01/29 09:48:03
Idea wręcz oczywista, ale... ja widzę włączenie tylko dla dzieci niepełnosprawnych z normą intelektualną - w takich przypadkach wszystko powinno być dostosowane do danego dziecka (choć logicznie myśląc to jednak jest problem -weźmy Precla - idzie do 1 klasy, szkoła na jego potrzeby reaguje zatrudniając przeszkoloną pielęgniarkę, kupując sprzęt, dostosowując kilka pomieszczeń, po 6 latach Szymek kończy szkołę i co;)? Taki uczeń może się nigdy więcej w tej szkole nie pojawić, a przyjdzie zupełnie inny, o innych potrzebach i szkoła się ponownie dostosuje? Nie ma bata, nie ta kasa, nie te realia:/, ale POWINNO sie przynajmniej do tego dążyć, bo Szymek ma konstytucyjne prawo do nauki jak każdy inny). W przypadku dzieci z IQ poniżej normy, nie widzę jak miałaby być zorganizowana nauka? Wiem, co piszę, bo mam takie dziecko:) i jestem nauczycielem - w tym przypadku nie sprawdzała się nawet integracja... i jedyne wyjście (chyba jest tak w USA, moze w Wielkiej Brytanii) - wspólna szkoła, ale osobne klasy...
-
2010/01/29 11:51:26
Aniab-z - sama jestem ciekawa :) wiem, że co poniektórym już się to udaje - właśnie dzięki współpracy na linii szkoła-rodzic.

Kolorki - zgadzam się, że do włączenia nie każde dziecko będzie się nadawało, rozumuję więc że nawet i przy działającym włączeniu szkoły specjalne dalej będą istnieć. Nie mam dziecka niepelnosprawnego intelektualnie, nie będę się więc wypowiadać czy w ich przypadku jest to możliwe wogóle, czy może choć część dzieci będziw można właczać.
Druga rzecz -w przyszłości każda szkoła, jako budynek użyteczności publicznej powinna być przystosowana (wide windy) więc specjalnych inwestycji dla dzieci niepełnosprawnych raczej nie powinno się ponosić.

PS. To teraz zatrudnia się nieprzeszkolone pielęgniarki w szkołach? Dla mnie każda z nich z założenia powinna posiadać pewne umiejętności (z wiedzą jak przywrócić oddech i krążenie włącznie) a umiejętność oddessania z dróg oddechowych nie jest niczym nadzwyczajnym. Raczej więc mamy problemy z doborem odpowiedniej kadry iż finansowaniem opieki pielęgniarskiej w szkołach.
-
2010/01/29 12:01:00
Ja tam nie wiem, skąd naszą wzięli. Jej ulubionym zajęciem jest przesiadywanie w szkolnym sklepiku i ploty.
Zdarza się, że robię wiele rzeczy nienależących do moich obowiązków, bo pani często nie ma. Było też tak, że do robienia wlewki z diazepamu mama ucznia z epilepsją poprosiła mnie.
-
2010/01/29 12:40:19
Goferku Ty wiesz jak jest u nas, włączenie do rejonowej szkoły, do klasy indywidualnej z moją obecnością stałą przy Antku i to stało się dla mnie normalne.
Marzę często bym mogła odciąć się od dziecka chociażby na dwie godzinki nauczania, ale to wciąż marzenia, póki co tak musi być, bo nie wyobrażam sobie (na razie) pozostawienia Młodego z nauczycielkami, nie zaufałabym tez pielęgniarce, która de facto jest w szkole w bardzo dziwnych godzinach (czasami tylko do 11-tej).
W tym roku jesteśmy takim pokazowym "przypadkiem" współpracy szkoła-rodzic, z wielkimi chęciami z obu stron, ale z koniecznością mojego uczestnictwa jako opiekuna, ale za rok może dwa, kto wie może, może.....
O standardach europejskich, o odpoczynku dla rodzica tak niesprawnego ruchowo dziecka na razie marzymy.
W naszych realiach to ja naprawdę cieszę się niezmiernie, że nasza szkoła (która nie jest specjalną, ani specjalnie dostosowaną) zgodziła się przyjąć Antka w swoje szeregi i jest nam bardzo przychylna. W dużej mierze zależy od dyrekcji szkoły i nauczyciela wspomagającego. Wiem ,że do szkoły Antka uczęszczaja też dzieci z upośledzeniem w stopniu umiarkowanym, uczą się w klasach integracyjnych.
-
Gość: M., 212.106.20.*
2010/01/29 15:42:08
Obawiam się, że jednak istnieje problem z finansowaniem opieki pielęgniarskiej w szkołach - te szkoły które znam mają zatrudnione pielęgniarki w bardzo okrojonym czasie. A nie tak, jak dawniej (co pamiętam z własnych czasów uczniowskich), że w gabinecie była pielęgniarka non stop, gdy w szkole były lekcje.
-
Gość: , 89.25.157.*
2010/01/29 20:50:59
Witajcie.
Podczytuję właśnie Wasze komentarze i naprawdę dziwię się dlaczego macie takie nastawienie do szkół specjalnych. Tam naprawdę nie jest tak źle, oczywiście mówimy o dzieciach poniżej normy intelektualnej. Nie wiem dlaczego rodzice za wszelką cenę dążą do integracji, patrząc na to co dzieje się w szkołach, a już w szczególności w tych łączonych podstawówka+gimnazjum nie ma mowy o integracji, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zaznaczają się granice, a dzieci i młodzież bywa okrutna. Czasem odnoszę wrażenie, że nasze niepełnosprawne dzieci służą jako króliki doświadczalne, aby społeczeństwo obyło się z niepełnosprawnością, a że w szkołach warunki nie takie, a że opieka nie taka, że pomocy brak to trudno. Byleby zintegrować. Według mnie nie jest to możliwe. Podczas gdy szkoły specjalne są bardzo dobrze przygotowane, mają wykwalifikowany personel, obowiązkowo: pedagog, psycholog, logopeda, Pani do pomocy, opieka pielęgniarska. Czasem warto jest się przejść do szkoły specjalnej i zobaczyć na własne oczy jak funkcjonuje i co oferuje.
-
2010/01/29 21:10:01
Wszędzie są jakieś plusy i minusy.
Nasza klasa integracyjna funkcjonowała lepiej niż dobrze, dzieciaki się z sobą dogadywały, opiekowały się słabszymi, jak trzeba było - tłumaczyły, a czasami wymierzały sprawiedliwość.
Odnośnie szkół specjalnych: są to mniej liczne szkoły, z dobrą kadrą, zwykle dobrze wyposażone, kolorowe i przyjazne. Ale jest jeden taki minus, który od jakiegoś czasu daje znać o sobie. W czasach bezrobocia, biedy, eurosieroctwa itp. do szkół specjalnych trafiają też dzieciaki zaniedbane, zdemoralizowane, którym z powodu zaległości programowych wyszedł rozwój intelektualny poniżej przeciętnej. I tu zaczyna się pewien problem - wśród niepełnosprawnych, upośledzonych co niektóre z tych dzieci "mogą sobie nieźle porządzić". niestety :(
-
Gość: , 89.25.157.*
2010/01/29 21:47:43
Hm, mówiąc szczerze wiele szkół "odwiedziłam" specjalnych i masowych na różnych szczeblach nauczania: podstawówka, gimnazjum, klasy uzawadawiające i ani jedna szkoła, a nawet klasa nie ustrzegła się od "rządzicieli" i nie decyduje o tym ani wiek dzieci, ani kadra w danej szkole, a już na pewno nie rodzaj szkoły. Owszem dzieciaki w szkołach masowych potrafią być kochane i pomocne, ale tylko do czasu, później zaczyna się dorastanie (co w ostatnich czasach następuje coraz wcześniej) tzn. rywalizacja, wyśmiewanie, wstyd, strach przed ośmieszeniem. To od nas zależy czego tak naprawdę chcemy dla naszych dzieci, integracji za wszelką cenę, która i tak w naszych polskich realiach jest niemożliwa, czy może świadomości, że kiedy nie ma nas przez 8 godzin przy naszych dzieciach to szkoła najnormalniej w świecie da radę zaopiekować się nimi również w kryzysowych momentach, np. w trakcie napadu padaczkowego. Uwierzcie mi, dzieci z różnymi dysfunkcjami, które uczą się w szkołach masowych i nagle przychodzą do szkoły specjalnej są zastraszone i zamknięte w sobie. Przez lata obserwowałam jak rozkwitają i nabierają pewności siebie, jak zaczynają wierzyć, że to co zrobią czy powiedzą jest ważne i że mają do tego prawo, bo nagle w szkole specjalnej zaczynają być traktowane z szacunkiem! Zaczynają robić postępy w nauce, bo uczą się zupełnie innym systemem niż w szkole masowej. Korzyści można by wymieniać i wymieniać. Uczyłam zarówno w szkołach masowych jak i w szkole specjalnej, teraz sama mam chore dzieci, wprawdzie są malutkie i nie muszę jeszcze podejmować tak trudnych decyzji, ale zawsze buntuję się wewnętrznie, a teraz również i zewnętrznie kiedy rodzice negują dobroczynny wpływ szkół specjalnych. One przecież są stworzone i dostosowane dla naszych dzieciaczków :-)
-
Gość: ewelka_ada08, *.tktelekom.pl
2010/01/29 21:59:12
Gosiu nie wiem co mam napisać... Z wykształcenia jestem nauczycielką jak wiesz i osobistą matką dziecka z SMA I.. nie wiem... Bo rozsądek miesza się sercem...
Jestem w tej sytuacji, że wiem jak trudno odnaleźć w nauczycielowi, ile powinien poświecić czasu by zagłębić się w chorobę danego dziecka, ja oporni są rodzice - bo każdy rodzic wie że jego dziecko jest genialna - bo jest..
Wiem, że piszę może nie logicznie powiem szczerze nie wiem co ja jako Matka i co ja jako Pedagog napisać... Już mi pani logopeda powiedziała, że to ona jest specjalistą a nie ja.. Powiem nie wiem co ja zrobię jak Ada będzie mogła chodzić do przedszkola.. Nie powiem że chodziło mi po głowie założenie prywatnego integracyjnego przedszkola, ale achhhhhhh...
-
Gość: Kasia, 79.110.198.*
2010/01/30 01:49:00
Ja tak poza tematem się dopiszę, bo kompletnie czarną magią są dla mnie notki na temat choroby itd...

Życzę dużo zdrówka i uśmiechu dla całej Waszej fantastycznej Rodzinki :)
Wchodzę tu praktycznie codziennie z oczekiwaniem na nowe wieści. Pozdrawiam ciepło z Wrocławia przysypanego gruuubą warstwą śniegu! ;)
-
2010/01/30 13:20:28
Trudno nie zgodzić się z opinią Gościa 89.25. że trudno o lepszych specjalistów niż w szkołach specjalnych, ale z drugiej strony takie same wymagania stawiane są nauczycielom w klasach integracyjnych. Poza tym konia z rzędem temu, kto wskaże mi szkołę chętną przyjąć dziecko z respiratorem na kilka godzin i zapewni mu opiekę (odessie, nakarmi przez sondę bądź pega, itd ), szkołę gdzie ja ze spokojem zostawię swoje dziecko.
Dla mnie włączanie to współuczestniczenie w grupie rówieśników i uczenie się zachowań zdrowych dzieci, których nasze dzieciaczki unieruchomione fizycznie nie posiadają. Obserwuję mojego syna, ile korzyści ma z bywania wśród swoich kolegów w klasie i wiem ,że to była dobra decyzja.
Wiem jedno gdybym ja była na miejscu mojego syna,z niepełnosprawnością ruchową, ale z rozwojem prawidłowym, na pewno nie chciałabym przebywać wyłącznie wśród chorych, to wg mnie bardzo zawęża człowieczeństwo. Dlaczego miałabym zaserwować to własnemu dziecku?
W moim sąsiedztwie jest natomiast szkoła specjalna z internatem, widzę jakie dzieci tam są dowożone i uwierzcie nie widziałam tam ani jednego dziecka z niepełnosprawnością wyłącznie ruchową, wg mnie to są szkoły dla osób w upośledzeniem umysłowym i to w stopniu znacznym.
jak się trafi na nauczycieli z powołania to traci na znaczeniu nazwa szkoły.
-
2010/01/30 15:50:31
Szok.
Pracuję w takiej szkole (integracyjnej), gdzie na każdej lekcji jest nauczyciel wspierający, gdzie jest pilęgniarka, gdzie jest dodatkowo na etacie pani, która cewnikuje, karmi, ubiera i odsysa te bardziej niepełnosprawne. Gdzie dziecko, które musi być nauczane indywidualnie jest tak nauczane w SZKOLE, żeby móc przynajmniej na przerwach być w jakims stopniu wśród rówieśników. Mamy dzieci i z rurami i OI i z pegiem inne.Zwykłe rejonowe gimnazjum integracyjne. Niedaleko nas takież samo przedszkole i podobna podstawówka.
Dla mnie szokiem było przeczytanie na blogu Antka, że jego mama chodzi z nim na lekcje.
Nasze mamy pakują swoje dzieci o 7.30 do specjalnego autobusu) i idą do pracy. Dzieci wracają do domu ok 16.
Tak bywa na pd Polski.
-
Gość: , 89.25.157.*
2010/01/30 16:21:16
Rewelacja, tolka11 aż serce rośnie, przenoszę się tam!
Rzeczywiście, rodzice dzieci w normie intelektualnej a niepełnosprawnych ruchowo z wieloma innymi dysfunkcjami, mają twardy orzech do zgryzienia.
Tak oczywiście szkoły specjalne są przede wszystkim dla dzieci niepełnosprawnych również pod względem intelektualnym. Trudne decyzje musimy podejmować, my rodzice dzieci niepełnosprawnych, żeby chociaż nasze państwo zagwarantowało w każdej szkole takie warunki o jakich pisze tolka to wybory byłyby łatwiejsze. A człowieczeństwo różny ma wymiar, nie wiem czy ktokolwiek i cokolwiek może je zawężać.
-
2010/01/30 22:33:41
Szkoła - marzenie!
-
Gość: , *.tktelekom.pl
2010/01/31 15:08:29
Ale najlepsze jest to, ze pracując w takiej szkole i mając na wyciągnięcie ręki takie przedszkole, swojego niepełnosprawnego syna posłałam do zwykłego przedszkola. Widać, wtedy, jeszcze do czegoś nie dojrzałam.
A to nie szkoła marzenie. To miasto tak traktuje szkoły integracyjne. Pielęgniarka jest codziennie, ale tylko 6 godzin, dlatego miasto płaci pani, która karmi, ubiera, cewnikuje, itede, coby nam i rodzicom było łatwiej.
Ot miasto jak miasto, ale pieniądze daje. Nie dużo. Tyle, ze starczy, akurat.
Niestety są i minusy. Dzieci integracyjnych możemy przyjąć 10 w każdym roku. Mało, o wiele za mało. Ale jak to bywa w naszym państwie znaleźlismy inne rozwiązania i jakoś to działa.
-
2010/01/31 15:09:52
Yyyyyyyyy nie zalogowałam się. poprzedni komentarz o szkole był mój.
Pozdrawiam
-
2010/01/31 15:10:54
Tolka jestem Ci winna konia z rzędem:) Aż serce rośnie czytajać, że są miejsca które nie ograniczają naszych dzieci.
Ja w naszym mieście sprawdziłam wszystkie szkoły z klasami integracyjnymi i żadna nie zapewnia takich warunków o których piszesz.
Inna sprawa jeszcze czy ja potrafiłabym zaufać, że napewno moje dziecko ma odpowiednią opiekę .
Wybraliśmy szkołę rejonową z klasami integracyjnymi licząc na koleżeństwo z sąsiedztwa i udało się, Antek ma super kolegę mieszkającego dwie uliczki od nas, którego by nie poznał gdyby nie wspólna klasa.
I napewno wiele korzyści wyniosą zdrowe dzieci z kontaktu z tak niesprawnym dzieckiem jakim jest Antek.
-
2010/01/31 19:42:38
Ogolnie wiele "normalnych" spraw w Polsce, gdziekolwiek indziej jest skrajna nienormalnoscia...
-
2010/02/01 13:17:34
Aniab-z - szkoda, że czasem trudno o fachowców w swojej branży (vide pielęgniarka w Twojej szkole) i ze tak wiele czasem trzeba zostawić w rękach nauczycieli, którzy przecież nie są prawnie usankcjonowani do wykonywania takich zabiegów...

Basik - podaję Was za przykład wszędzie, gdzie się da. Was - czyli nie tylko Ciebie i Antka ale również i pracowników waszej szkoły. I masz rację - być może na przekazanie opieki nad Antkiem w klasie osobie trzeciej jest jeszcze za wcześnie ale to również jest rzecz, o której powinniśmy być świadomi i o którą można powalczyć
-
2010/02/01 13:24:19
M - masz rację - pieniądze są pewnie jedną z głównych przyczyn, dla których opieka pielęgniarska jest tak niewystarczająca

Gościu - myślę, że masz częściowo rację z tym upartym dążeniem do integracji bo bardzo często odbywa się ono kosztem dziecka. Ale z drugiej strony nie wyrażam zgody na zamykanie niepełnosprawnych dzieci wyłącznie w szkołach specjalnych. To kojarzy mi się z tworzeniem getta dla takich osób, i kompletne odcięcie ich od funkcjonowania w codziennym społeczeństwie (nie w ciepłym bezpiecznym i fachowym srodowisku szkolnym). Na wszystko trzeba znaleźć złoty środek.
-
2010/02/01 13:27:54
Ewelinko - po ułsyszeniu takiego zdania od pani logopedy miałabym się już na baczności. Pamiętaj - najlepszymi specjalistami od dzieci są ich rodzice. I to każdy inny specjalista wiedzieć powinien i to uszanować. Taki tekst może świadczyc o tym, że pani logopeda nie będzie nastawiona na współpracę :(((

Kasia z Wrocławia - dziękuję za miłe słowa :))
-
2010/02/01 13:31:18
Tolka - klask, klask, klask (czyli wielkie brawa) - taką szkołę trzeba rozsławić w Polsce- abysmy wszyscy wiedzieli że nie jest tak beznadziejnie jak się wydaje, że przy dobrej chęci paru instytucji da się.

Matyldo - no właśnie :(
-
Gość: , 89.25.157.*
2010/02/01 16:39:19
Rzeczywiście, getta raczej źle mi się kojarzą. W sumie chciałabym żyć w idealnym społeczeństwie gdzie wychodząc na spacer z niepełnosprawnym dzieckiem w wózku nie jesteśmy najciekawszym obiektem zainteresowania, który zmusza niektórych wręcz do odwracania się za nami, gdzie bylibyśmy traktowani zwyczajnie, ot tak po prostu jak każda inna rodzina. Integracja to proces długofalowy, który powinien być wdrażany w różnych obszarach życia nie tylko w szkole, a zmiana myślenia naszego "zdrowego" społeczeństwa nastąpi może za 10 lat. Oj nie jestem jeszcze na etapie wysłania dzieci do szkoły i całe szczęście, może do tego czasu przestanę być kwoką chroniącą je pod swoimi skrzydełkami :-)
-
Gość: mada, *.radom.vectranet.pl
2010/02/01 20:00:10
Jako ciekawy głos w dyskusji zacytuję wypowiedź pani Anny Sobolewskiej, matki dorosłej Celi z zespołem Downa, a więc dziewczynki z niepełnosprawnością intelektualną:

"Wielu znajomych rodziców w ostatnich latach przeniosło swoje dorastające dzieci z zespołem Downa z klas integracyjnych do szkół specjalnych, najczęściej do szkół życia. Integracja niepełnosprawnych umysłowo w procesie edukacji jest szlachetną, choć niestety utopijna ideą. Rzecznicy integracji nie biorą pod uwagę uwarunkowań społecznych i technicznych, jak niedoinwestowanie szkół, a także psychologicznych, jak ludzka skłonność do segregacji, do budowania własnej tożsamości przez wykluczanie innych. Zamaskowane, często nieuświadomione poczucie dystansu i obcości wobec niepełnosprawnych może nawet - paradoksalnie- iść w parze z tolerancją, życzliwością i dobrym wychowaniem. W klasach integracyjnych stosunek do upośledzonych umysłowo kolegów bywa nienaganny, wzorowy. A jednak młodzi ludzie z zespołem Downa czują się osamotnieni, nie uczestnicząc w zabawie, plotkach, uczniowskich wyskokach Obecnie w krajach Unii Europejskiej ideologia integracji ma nowa formułę: nauczanie włączające. Nauczanie integracyjne podlega ścisłym regułom: małe, kilkuosobowe klasy, stała obecność pedagoga specjalnego, zajęcia kompensacyjne. Obawiam się, że nowa ideologia nauczania włączającego może być po prostu okazją do wrzucenia niepełnosprawnego ucznia do zwykłej trzydziestoosobowej klasy. Ideały integracji oraz edukacji włączającej stwarzają przestrzeń społecznej obłudy, gdyż zdrowa młodzież i jej rodzice są oficjalnie zachwyceni i - mówiąc językiem kościelnym - ubogaceni dzięki kontaktom z niepełnosprawnymi kolegami, które to kontakty do niczego ich nie zobowiązują i kończą się na progu szkoły, a nawet na progu klasy, bo już w szatni obie grupy są osobno. Nie uważam, że dobra szkoła integracyjna jest niemożliwa, ale program integracji wymagałby uczciwej analizy niepowodzeń pedagogicznych i porzucenia języka politycznej poprawności. Przeciwnicy szkół specjalnych mają mocne i logiczne argumenty, twierdząc, że placówki specjalne to getta, izolowane od społeczeństwa. Straszą oni perspektywą wykorzenienia ucznia z naturalnego środowiska. Tymczasem to właśnie w zwykłych szkołach, także integracyjnych, niepełnosprawni uczniowie żyją jak w getcie - na marginesie klasy. W szkole specjalnej, gdzie problemy są różne, żaden uczeń nie czuje się gorszy. Jest tyle programów, ilu uczniów, tak że nikt nie jest zmuszony do rywalizacji. Należy się także zastanowić, czym jest naturalne środowisko niepełnosprawnego ucznia. Być może nie są to wcale koledzy z podwórka, ale inni niepełnosprawni i ich rodzice, a także pomagający im dorośli z różnych kręgów: rodziny, sąsiedztwa, grup terapeutycznych, stowarzyszeń.. W pierwszej i drugiej klasie szkoły podstawowej Cela była uczennicą klasy integracyjnej, w której panowały relacje nauczyciela i uczniów będące zaprzeczeniem reguł nie tylko integracji i pedagogiki specjalnej, ale także podstawowych zasad etyki. Wówczas Cela rzadko komentowała swoją sytuację, sądziliśmy nawet, że nie w pełni ją rozumie, a potem przez wiele lat nigdy tej szkoły nie wspominała. Następna szkoła integracyjna - klasy od trzeciej do szóstej- okazała się o wiele lepsza. Nasza córka znalazła się pod dobrą opieką pedagogiczną. Niemniej jednak bliski kontakt utrzymywała tylko z miłymi nauczycielkami i innymi uczniami niepełnosprawnymi. Po latach, już jako uczennica gimnazjum specjalnego, napisała - jako wypracowanie szkolne - dramatyczny Pamiętnik ze szkoły, który mógłby być krytycznym głosem uczennicy w publicznej dyskusji o integracji."

Pamiętnik Celi jest rzeczywiście dramatyczny.
Osobiście bardzo lubię teksty Celi. Cela to silna indywidualność :)
-
Gość: , 89.25.157.*
2010/02/02 12:22:55
No właśnie, o tym dokładnie mówiłam. Nic dodać, nic ująć.
-
2010/02/03 09:49:02
Gościu - zgadzam się - integracja to proces długofalowy a włączenie które po nim powinno nastąpić to proces jeszcze dłuższy... W przypadku Polski mówimy pewnie o dziesiątkach lat. I wiem, że to kwestia miejsca zamieszkania ale my już naszą okolicę oswoiliśmy i uwierz mi - nikt ale to nikt się za nami nie ogląda, a sąsiedzi w 90% przypadków traktują nas naturalnie. To kwestia swoistego "opatrzenia się" - nie mniej jednak jest to jedna z dróg prowadzących do integracji.

Mado - trudno nie odmówić racji Pani Sobolewskiej nie mniej jednak daleka bym była od generalizowania że włączeniej jest czymś złym dla ON. Trzeba się tylko do tego włączenia dobrze przygotować no i oczywiście włączać te jednostki, które się do tego nadają.